----------Niezależny Portal Regionu Ostródzkiego----------

TWÓJ REGION W PIGUŁCE - WIADOMOŚCI | TURYSTYKA | OGŁOSZENIA | REKLAMA

Festiwale, kabarety, niezliczone eventy i wiele innych ciekawych wydarzeń w mieście- czyli igrzyska trwają. Teraz przyszła pora, aby zapytać o chleb. Pytanie o pracę, godną płacę i szanse rozwoju miasta w tym kierunku. Próbę zatrzymania młodych w tym mieście. Spróbuje zatoczyć koło nad tym wrażliwym tematem. Uwaga, spróbuję!

To, że sezon letni w Ostródzie jest okresem ciekawym nie muszę chyba nikogo specjalnie przekonywać. Można traktować to, jako pewnik. Kwitnie handel, usługi. Horeca (hotele, restauracje, puby) nabiera powietrza w płuca, które po okresie martwym, dramatycznie tego tlenu potrzebują. Oddech ten jest dość płytki i należy szybko, dość łapczywie zaczerpnąć jak najwięcej tego powietrza, aby przeżyć, gdyż sezon letni trwa u nas niezwykle krótko. Zbyt krótko. Chociaż większość narzeka na malejącą z roku na rok liczbę turystów, na coraz mniejsze zyski wygenerowane z sezonu letniego, bez dwóch zdań jest to czas wzrostu, dość solidnych obrotów głównie gastronomii, zatrudniania pracowników sezonowych – czas małego i chwilowego wzrostu. I znowu – niestety – bo tylko chwilowego. My, jako mieszkańcy cieszymy się z tych igrzysk, które przyjmujemy z dobrodziejstwem inwentarza,z zadowoleniem, z pewną dumą, że w ogóle się odbywają. Pytanie jak z nich korzystamy, czy mamy na nie czas, jako mieszkańcy, lub najważniejsze – czy nas na nie stać?

 

 Rynek pracy?

 

 Konsultacje społeczne dotyczące kierunków rozwoju naszego regionu są za nami. Padło bardzo wiele pomysłów związanych z tymi tematami. Brałem udział w tych konsultacjach. Temat miejsc pracy przewijany był często i gęsto. O czerwonych koszarach i związanej z nimi chrapki na ich przejęcie od Agencji Mienia Wojskowego, słyszałem tyle razy, że chyba (bo nie jestem do końca pewien) mi się już przyśniły. A na płocie koszar dalej widzę informację: na sprzedaż. Czyli co? sprzedaje Agencja ten teren, czy nie?, bo trochę się pogubiłem. Temat koszar omawiany był przez tylu piewców i znawców tematu, że odniosłem wrażenie, że to tylko kwestia czasu, aby je przejąć. A tu co? Drodzy piewcy, co z tymi koszarami? Bo jak słuchałem z lewa czy prawa, to ten właśnie teren miał dać solidnego „kopniaka rozwojowego” miastu. Podobno bez nich ani rusz! Miały przyjść inwestycje i nowe, jakże potrzebne miejsca pracy (produkcyjne). Nawet bardziej potrzebne niż wcześniej wspomniane igrzyska. Brzmiało bardzo obiecująco. Echo tego brzmienia dalej siedzi mi w uszach. Więc lekko ogłuszony tym echem udałem się do Powiatowego Urzędu Pracy w Ostródzie, aby osobiście sprawdzić, czy jakieś skutki tego echa widać może na tablicach ogłoszeń dla bezrobotnych. Ubrałem się stosownie do wizyty w urzędzie. Długie spodnie, czyste buty, świeży t-shirt, aby nie było obciachu podczas rozmowy z urzędnikami. Melduję się w PUP. Na parterze w przeszklonych gablotach, wywieszone są oferty pracy. Zaczynam studiować owe ogłoszenia. Niby ich liczba była dość solidna (moje porównanie z tymi samymi gablotami, ale z okresu zimowego), ale coś mi nie grało. Każdą z nich przeczytałem uważnie. Zrobiłem kilka zdjęć. W kilka miejsc zadzwoniłem, aby upewnić się o ich aktualności. No niestety, z wykonanych czterech telefonów do potencjalnych pracodawców, trzy tematy były nieaktualne. Dwa z nich od dość dawna! Ten jeden aktualny temat pracy wiązał się z dojeżdżaniem do pracodawcy 19 km w jedną stronę, za najniższą krajową pensję (1750 zł. brutto). Odpuściłem sobie wydzwanianie. Trochę mnie to przybiło. Zająłem miejsce na ławce, aby przemyśleć to, co usłyszałem, żeby ogarnąć temat w głowie, trochę się wyciszyć. Minęła mnie spora grupa pracowników urzędu, niektórych znam osobiście. Z kilkoma porozmawiałem zadając to same pytanie: jak wygląda stan faktyczny ostródzkiego bezrobocia. Czy w ogóle jest, a może go nie ma, a ja niedoczytany w tej materii, niepotrzebnie demonizuję i szukam dziury w całym? Pewna pracownica (odczytując plakietkę) wyższego szczebla, z rozbrajającą szczerością potwierdziła (niestety) moją wysnutą hipotezę – rynek pracy w Ostródzie jest bardzo słaby! Ożywia się jedynie na kilka letnich miesięcy, aby powrócić do swego zatrważającego poziomu po sezonie. To trwa od wielu lat z tendencją spadkową, niestety. Spadkową, to znaczy ofert jest coraz mniej, nie wspominając już o ich jakości! Pani ta przypomniała mi sprawę obietnicy sprzed kilku lat, że Arena Ostróda zatrudniać miała ok, 2 tysięcy osób. Wie pan (kontynuuje pani), jaki jest stan faktyczny? Ile osób tam pracuje? – nie wiedziałem- proszę pana, około dwudziestu osób! Napisze tą wartość cyfrowo, żeby nie było rozbieżności w zrozumieniu – 20 osób. Taką to otrzymałem informację. Była to rozmowa prywatna, dlatego nie piszę personaliów mojej rozmówczyni, ale i one nie są tu istotne. No istny szał pomyślałem, wspaniały balsam, cudowny lek, rewelacyjna recepta, genialny iście napoleoński plan naprawczy naszej trudnej sytuacji w kwestii miejsc pracy i bezrobocia. Jakby to młodzież określiła – tyłka nie urywa. I nie urwało! Podzwoniłem po przyjaciołach zadając im pytanie o rynek pracy w Ostródzie. Chciałem uzupełnić wiedzę o spostrzeżenia i opinie ludzi, którzy piastują kierownicze stanowiska i znają ten rynek od podszewki. Tylko niestety potwierdzili mi stan, który jak sam się domyślałem, jest bardzo niezadawalający i nienapawający optymizmem. Co gorsza (jak usłyszałem) sytuacja na ostródzkim rynku pracy ma tendencję spadkową! Pogarsza się.

 

Matrix reaktywacja                                                               

 

W ubiegłym roku podczas spotkania, słyszałem na własne uszy, że ktoś przeprowadzał własne badania rynku pracy w

Ostródzie i regionie. Z prezentowanych wyników tych badań podobno wynikało, że bezrobocia nie mamy! Że miejsc pracy dla chcących pracować jest pod dostatkiem. Ba, miejsc pracy jest więcej niż osób w wieku produkcyjnym! Że to takie „ściemnianie” z tym bezrobociem, że w dużych zakładach jest wiele wakatów a ich szefowie mają problem ze znalezieniem chętnych do pracy! Że nie ma specjalistów w naszym regionie i muszą(!) ściągać ich z innych terenów. Że szkoły nie nadążają z edukacją kadry dla naszego biznesu, że są źle wykalibrowane, kształcą niepotrzebnie nie tych fachowców, co potrzeba. No i znowu podzwoniłem, aby powiedzieć sprawdzam! Sprawdziłem. To, co usłyszałem od zaufanych osób (znających doskonale ową materię) przeczy wspomnianym wcześniej wynikom badań. Może metodologia badań była zła? Może próba badawcza była źle dobrana? Może narzędzie, lub metoda badawcza była błędna? Bo jakże innych „odkryć” tematu dokonałem, wykonując kilka prostych telefonów. Jakże z goła odmienne fakty „odkryłem”. Kto tu jest w „matriksie”, wywołany do tablicy badacz? czy moi rozmówcy, którzy to właśnie dają te miejsca pracy, lub w istotny sposób o nich decydują? A co na to władze w Ratuszu, Powiecie? Wysłuchały wyników badań i spoczęły na laurach? Uznały, że można zająć się własnymi sprawami, że problem nie istnieje? Jaką prace wykonały w tym kierunku? Z jakimi inwestorami, (tworzącymi miejsca produkcyjne w naszym regionie) rozmawiają? Na jakich targach pracy były w Polsce? A jeżeli były, to jakie są ich efekty? Kto był, gdzie był, z kim rozmawiał? Jakie broszury zapraszające biznes do nas, poszły w Polskę? Jaką kampanię promocyjną naszego regionu przeprowadziły? Kto z wysokiego szczebla urzędników zrobił rajd po kraju szukając pieniędzy na rozwój regionu, szukając potencjalnych pracodawców? Mogę mnożyć tych pytań setki. Czuję po kościach, że i tak nie będzie odzewu, (a jeżeli będzie, to próbujący mnie zdyskredytować, lub zastraszyć, pewnie na stronach FB), bo to taki zwyczaj, jak nie z nami, to musi być przeciwko nam. Pieniacz popisał, temat ucichnie a my tu mamy swoją robotę do wykonania. Tylko jaką, się pytam grzecznie? Wszyscy zaufani już poobsadzani? A co z resztą? Pytanie: ilu młodych, świeżo upieczonych magistrów z naszego regionu, znalazło zatrudnienie, np. w samorządzie?, a może w Powiatowym Urzędzie Pracy?, gdzie niedawno odbyły się konkursy na doradców. Podobno chętnych osób było wielu. Poskładali swoje cv w nadziei, że los się uśmiechnie, że rozpoczną swoją karierę, jako młodzi i początkujący urzędnicy, że nie zostaną zmuszeni sytuacją na rynku pracy do wyjazdu za granicę, że warto było studiować, tłuc się na uczelnie, aby zdobyć to upragnione wykształcenie, że warto się rozwijać, że mają szanse w tych konkursach, że nie warto słuchać naszych rodaków mieszkających za granicami, że życie w naszym kraju jest bez sensu.

 

A tu niespodzianka! No niesłychana sprawa! Uwaga! Konkursy wygrało dwóch panów, którzy rzeczywiście według komisji rekrutacyjnej, byli po prostu najlepsi. Bezkonkurencyjni! Wygrali te stanowiskach w cuglach. Żaden młody im nie podskoczył ze swoim cv. O wynikach tego konkursu dowiedziałem się także z gabloty w PUP, ale po prawej stronie. Czyli poszukujący na lewo, zwycięscy na prawo. Załączam fotkę z tego rozstrzygnięcia. Podobno było (to rozstrzygnięcie) bardzo zaskakujące, ponieważ nikt nie spodziewał się tak druzgocącej przewagi zwycięzców, nad młodym narybkiem. Młodzi nie mieli pojęcia, z kim stają w szranki. Musieli przegrać, bo byli bez szans, naiwniacy. Młodzi niedoszli urzędnicy, przegraliście z zacnymi samorządowcami. Jeden był burmistrzem, drugi z zacnych panów wiceburmistrzem. Oczy przetarłem ze zdumienia, jak okazało się, że jednym z wygranych jest wcześniej wspomniany badacz rynku pracy w Ostródzie. Ten sam, którego proszę o udostępnienie owych wyników badań szerszej widowni. Drugi pan zrezygnował z wygranego stanowiska. Zostawiam ten temat. To jak to jest panowie z tym rynkiem pracy w Ostródzie? Jest dobry czy nie? Śmiało, prezentujcie swoje stanowiska w tej sprawie. Pytam cały samorząd.

 

Widzicie młodzi czytelnicy, szans nie macie! Za ciency jesteście, za chudzi w uszach, aby startować w zawodach z tak zacnymi rywalami. Graczami wagi ciężkiej. Tak to jest, że jeden, drugi czy trzeci maja po dwie, czy trzy „fuchy”, takie publiczne fuchy (łatwo to sprawdzić), za bardzo godne pieniądze a czwarty musi błagać MOPS o pomoc na życie, lub zostawiać rodzinę i zasuwać ciężko za granicą. Może oni wtedy tego bezrobocia nie widzą, bo jak je dostrzec? Ale wiary nie traćcie, głowa do góry może kiedyś się uda. Jak nie tu, to za granica, czego wam nie życzę. Walczcie, wypierajcie starą gwardię. A przede wszystkim bierzcie udział w wyborach. Jak w końcu pójdziecie i mądrze wybierzecie, to może kiedyś uda się wygrać konkurs? Tego wam serdecznie życzę. Zawsze będę wam dopingował i trzymał za was kciuki. Nie traćcie ducha i woli walki. Z dużym ładunkiem pozytywnej energii.

 

Wojtek Szymaniak

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież