loading...

O alkoholizmie, narkomanii, czy innych uzależnieniach napisano tysiące książek, artykułów czy publikacji. Naukowcy sporo wiedzą na temat mechanizmów uzależnień. Medycyna zrobiła gigantyczne postępy w kierunku ratowania życia osobom, które otarły się o śmierć w wyniku nałogowego zażywania środków psychoaktywnych. Wynikałoby, że problem uzależnionego społeczeństwa to mit lub przynajmniej gruba przesada. Nic z tych rzeczy! Sytuacja rozwija się w zastraszającym tempie. Ośrodki leczenia uzależnień „pękają w szwach”. Dlaczego? W poradniach zdrowia psychicznego ustawiają się długie kolejki potrzebujących. Dużo dłuższe niż dawniej. Spróbujmy przyjrzeć się temu zjawisku z lekkim dystansem. Zapraszam.

 

Ludzie odurzali się zawsze. Nawet, kiedy nie odkryli jeszcze procesu fermentacji owoców, to zażywali różne „wynalazki”, typu grzybki, czy inne cuda natury. Łazili po krzakach i eksperymentowali z tym, co znaleźli. Stan odmiennej świadomości uzyskany po zażyciu stał się pożądany. No i odurzamy się tak od tysięcy lat. Inaczej to wyglądało, kiedy człekokształtny z gołym tyłkiem biegał po stepach, uciekając na drzewa przed zagrożeniami, inaczej wygląda to obecnie. Jedno tylko łączy te epoki – stan upojenia, „odlotu”, zapomnienia o problemach, obniżenia lęku przed tygrysem szablastozębnym, czy spłatą raty we franku. Gołym okiem widać, że zawsze mieliśmy jakieś osobiste problemy, w wyniku których potrzebowaliśmy ukojenia i zapomnienia. Ta potrzeba „odmiennego stanu świadomości” towarzyszy nam odkąd zeszliśmy z drzewa. Choć prawdę mówiąc nie wiadomo, co działo się na tychże drzewach. Ilu spadło na ziemię w wyniku zażycia czegoś „odlotowego”? W tenże sposób człowiek współczesny wstał z tej ziemi po bolesnym upadku, otrzepał się i dalej szukał czegoś do spożycia. Znał już moc działania niektórych ziół, więc świadomie dobierał ich moc. Gdy przy zwykłym ognisku potrzebował jedynie lekkiego wsparcia, żeby zagadać do dziewczyny, to wiedział już, że zielone kuleczki z krzaczka są za mocne na podryw, gdyż po ostatnim zażyciu obudził się po dwóch dniach, nikogo nie podrywając. I tak to się toczyło. Eksperyment za eksperymentem. „Urwany film” po zielonych kuleczkach do mega odwagi (do zagadania przy ognisku) po czerwonej papryczce, itp. Wtedy do głowy nikomu nie przyszło, żeby baczniej przyjrzeć się temu, co żremy, czy pijemy. Wszyscy po stepie chodzili nago, więc chłopy często musieli mieć kosmate myśli. Zakładam, że pytali panie o pozwolenie na zbliżenie. A jeśli Tarzan był nieśmiały? Wtedy zażywał papryczkę i Świat stawał się kolorowy, już był jego, życie stawało się piękne i kolorowe. A i z tygrysa można było się pośmiać, bo wydawał się małym kotkiem. W takim to klimacie minęło wiele tysięcy lat. Ewolucja poznawania ziół, eksperymentów na organizmie (ile wytrzyma), natężenia „odlotów” sprawiły, iż człowiek rozpoczął świadomą produkcję „polepszaczy nastroju”. Wiadomym już było, po którym ziółku Tarzanowi zapłonie konar, a po którym będzie tylko śpiewać. Nikt wówczas jeszcze nie mówił: „pijesz za dużo”, lub „nie żryj już tych papryczek”. Podobno ówczesne kobity nie narzekały na swoich owłosionych brutali. Wszystkim ten odmienny stan był na rękę. Tylko tygrysy doznawały szoku, gdy Tarzan przed nimi już nie uciekał, wijąc się na ziemi ze śmiechu. Ale to prehistoria. Jak jest dzisiaj?

 

Współczesność

 

Ano bardzo podobnie. Wyspecjalizowaliśmy się w produkcji alkoholu i innych środków do tego stopnia, że nikt już po krzakach nie łazi, aby znaleźć coś na skołatane nerwy. No właśnie – ukojenie i odprężenie. Tygrysów szablastozębnych już nie ma, więc i lęku powinniśmy mieć dużo mniej. Na pewno? Natura próżni nie toleruje. W miejscu tygrysów, które żywiły się ludźmi pojawiły się inne, nie mniej niebezpieczne, krwiożercze i zabójcze. Banki, globalizacja, postęp i pośpiech. Wielkie wojny pożerały synów narodów, którzy maszerowali po pewną śmierć na wielkim „haju”. W środkach psychoaktywnych tonęły miliony istnień ludzkich. Tak było i jest do dziś. Całe ludzkie populacje umierają, lub cierpią na skutek działania przeróżnego świństwa, które zażywamy. Powodów jest tyle, ile człowiek jest w stanie wymyślić. Najczęściej wymienić możemy takie, co do których jest pełna zgoda, ich istnienia i oddziaływania na nas: stres, napięcie, nieradzenie sobie, próba zapomnienia o czymś, lub o kimś. Upajamy się, gdy jesteśmy radośni i smutni. Gdy odnosimy sukces i przeżywamy gorycz porażki. Gdy rodzi się nowy członek rodziny lub umiera stary. Kiedy zdajemy egzamin lub go oblewamy. Czyli zawsze? Nieśmiało rzec można, że bardzo często, doprowadzając tym samym do niechcianych i niepożądanych powikłań. Szczególnie narażone są na nie młode, niedoświadczone osoby. Takie, które eksperymentują dopiero z używkami. Które nieświadome są przyszłej gehenny związanej z uzależnieniem od jakiejkolwiek substancji odmieniającej ludzką świadomość, psychoaktywnego związku chemicznego. Skupiłem się na młodym pokoleniu, gdyż to ono (niczym papierek lakmusowy) stanowi o występowaniu problemu. A jeśli tak, to na jaką skalę. Są kraje na Świecie, gdzie dzieci niespełna dziesięcioletnie wykazują symptomy głębokiego uzależnienia. Pakistan, Irak, Rosja i wiele innych. Wyobraźmy sobie małe dziecko uzależnione od narkotyków. Do tego wykorzystywane seksualnie przez dorosłych, którzy w „zapłatę” podają mu kolejną dawkę narkotyku, czy alkoholu. Widziałem takie sceny w programie, czytałem o takich miejscach. Lecz czy tylko w Pakistanie?

 

Tymczasem w Polsce…

 

Kilka tygodni temu poproszony zostałem o przeprowadzenie warsztatów opartych na programie zdrowienia alkoholików. Nie jest to program typowo terapeutyczny (z medycznego punktu widzenia), lecz stosowany na całym Świecie. Jego skuteczność jest sprawą subiektywną. Warsztaty odbyły się dwa razy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Na pierwszych pojawiła się niewielka, dziewięcioosobowa grupka potrzebujących i zainteresowanych osób. Drugie przerosły moje i organizatorów oczekiwania. Na pięknej sali zjawiła się trzydziestopięcioosobowa grupa ludzi w różnym wieku. Od dwudziestolatka do sześćdziesięciolatka. Cały przekrój społeczeństwa. Od dzieciaków z „dobrych domów” do bezdomnych. Przyszli szukając dla siebie ratunku. Kobiety, mężczyźni, młodzież z różnych części naszego kraju. Wszyscy z jednym i tym samym pytaniem: jak żyć dalej ze swoim uzależnieniem? W ogóle – jak żyć dalej? Jak wyrwać się z paszczy nałogowego szaleństwa, w które wpadli. Jak postawić na nowo swoje życie tak, żeby było możliwe do zaakceptowania. Aby odzyskać godność i szacunek do samego siebie, znaleźć motywację do dalszego życia. Celowo nie opisuję przebiegu całości warsztatów. Napiszę tylko krótko – dla przestrogi – nie lekceważmy sygnałów, które zauważymy u swego dorastającego dzieciaka. Rzeczą naturalną jest, że napotka problemy, trudne sytuacje, z którymi sobie nie poradzi, wpakuje się w wiele kłopotów, z których nie będzie umiał wyjść. Lecz ma nas – rodziców, opiekunów – po to, żeby mu pomóc uporać się z trudnościami. Uwierzcie mi, wielu tych problemów można było uniknąć, gdybyśmy umieli (i chcieli) dostrzec je, jako dorośli. Łzy, które widziałem, są dowodem na to, że dzieciaki te zostały pozostawione same sobie, że nie wiedziały jak opowiedzieć rodzicowi o swych trudnościach, niepowodzeniach, lub niezdolności do ich rozwiązania. Starsze, często bezdomne osoby na sali są świadectwem, że nie wszystkim dane jest wychowywać się w sprzyjających warunkach. Warunkach, które czuwać będą nad ich rozwojem i przyszłością. Bądźmy uważni i czujni. Nawet nie wiemy, kiedy nasze dziecko spotka niepowodzenie, z którym sobie nie poradzi. Wtedy potrzebni będziemy najbardziej. Pamiętajmy o tym, bo zdarzyć się może, że na ratunek będzie za późno.

 

Z dużym ładunkiem pozytywnej energii

Wojtek Szymaniak

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież