loading...

„Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco…” śpiewał Golec uOrkiestra. Słowa niegdyś wielkiego przeboju skojarzyły mi się w zderzeniu z dzisiejszą ostródzką rzeczywistością. Po tym, jak wieść gminna gruchnęła o zamknięciu jednego z (i tak) nielicznych w tym mieście miejsc, gdzie zwykły Kowalski – jak ja – mógł spędzić czas wolny. Rzec można: takie rzeczy się zdarzają. Coś komuś nie wyszło, interes przechodził kryzys, coś się naturalnie skończyło. Tak można by pomyśleć żyjąc w mieście, gdzie oprócz zwykłego basenu ludzie mają do dyspozycji trzydzieści innych możliwości atrakcyjnego wypoczynku, czy dóbr kultury. Ostródzcy liderzy nerwowo i niewyraźnie przebąkują, że sprawią nam San Francisco z „trzema basenami”. Zbladłem! Trzy? Panowie spokojnie. Dajcie nam jeden, może kino. Dorzućcie kasyno, Wieżowiec Burdż Chalifa z Dubaju, Disneyland i zawodników Borussii Dortmund na ławkę Sokoła. To powinno wystarczyć. A teraz spróbuję na serio, zapraszam.

 

Trudno zapanować nad sarkazmem widząc to wszystko. Postaram się trzymać z daleka od lokalnej (gminnej) odmiany polityki. Choć jak w geometrii, kilka razy ich linie się przetną. Obiecuję dołożyć wszelkich starań do opisu zaistniałej sytuacji z pryzmatu zwykłego mieszkańca, którym zresztą jestem. A do tego mam niekwestionowane i święte prawo. Trochę w swoim życiu widziałem. Zawsze można więcej. Czuje duży niedosyt poznawczy. Bywało, że rozmyślałem, aby zakotwiczyć z rodziną w dużej aglomeracji. Wyszło, że żyjemy w tym a nie innym miejscu. Niczego nie żałuję, ale w takich momentach jak ten, w którym się znajdujemy wzmaga się we mnie pokusa do rozważań. Są chwile, kiedy spoglądam z dużym zdziwieniem na osoby deklarujące bezgraniczną miłość i przywiązanie do „Perły Mazur”. Może już Perełki, albo raczej Muszelki. Kochają bezgranicznie – podziwiam. Ja mam wątpliwości, co do swoich uczuć. Co mam niby kochać? Jezioro, kaczki, bulwar, czy centrum miasta, którego nie umiałem zlokalizować turystom, gdy zapytali mnie tego lata? Co miałem wskazać, pasaż? Przejazd kolejowy nr 2? Plac Tysiąclecia? Nie kpię, miałem po prostu z tym problem. I absolutnie nie próbuję nikogo obrażać, więc przepraszam szczególnie wrażliwych. Piszę o własnych doznaniach i tyle. Pisałem już wcześniej jak ja – zwykły zjadacz chleba – widziałbym działalność samorządu i rozwój miasta. Pisałem, że według mnie ktoś, kto nadaje się do zarządzania taką przestrzenią, powinien umieć rozkochiwać. Rozbudzać namiętność ludzi tu żyjących do tegoż skrawka ziemi. Mojej namiętności nie dość, że nikt nie rozpalił, to jeszcze wzniecił pożar niechęci. Na moje niegdyś retoryczne pytanie: „Czy leci z nami pilot?”, nasz burmistrz zapewniał podczas sesji Rady Miasta, że leci i mocno trzyma stery. Wierzyć, nie wierzyć?

 

Pragnę pisać o sprawach wielkich, pięknych, wspaniałych…


Bez wysyłania swoich zwiadowców, bez zastanawiania się każdej środy: „co oni tam napiszą”, pragnę pomóc wam w tejże zagmatwanej łamigłówce. Piszą (Nasz Głos) tak jak jest, czyli prawdę. Czy wam się podoba, czy nie. Piszą na podstawie dokumentów, które podpisujecie, działań, których dokonujecie, lub słów, które wypowiadacie. A sporo jest niecenzuralnych, obelżywych, obraźliwych i dyskredytujących was z funkcji, które pełnicie. Lecz nie o tym chciałbym pisać. Chciałbym pisać, że pewnego dnia po porannym wypiciu kawy poczułem, że żyję w miejscu, które kocham. Tak szczerze, bez używania sloganów. Pragnę chwalić cały miejski sztab głównodowodzących za wspaniałe osiągnięcia w dziedzinie szeroko rozumianego rozwoju naszej Perły. Lecz dajcie nam, do diabła, takie podstawy! Spowodujcie, żebyśmy mieli o czym pozytywnym pisać. Nie kompromitujcie się do reszty obrażaniem jak dzieci. Rzucaniem o biurka tygodnikiem, próbą dyskredytacji dziennikarzy nie rozwiążecie waszych problemów. Lokalna prasa nie ma być waszym problemem, czy wrogiem, a sprzymierzeńcem i tubą do odtrąbienia sukcesów. Tylko pokażcie w końcu te sukcesy! Dostarczcie nam pozytywnych tematów, a my je opublikujemy. Macie to jak w banku. Czy wy to, panowie, rozumiecie? Czy do was to dociera? Bo mam odwrotne wrażenie.

 

Jaki samorząd, takie San Fransisco


Na chwilę obecną, to my bardziej służymy mieszkańcom niż wybrany samorząd. Dlaczego? Bo informujemy o sprawach ważnych dla ich codziennego życia. Piszemy o publicznych finansach, przetargach, gospodarce. Wy milczycie. Dlaczego? Nic tam się u was nie dzieje, o czym należałoby poinformować (modne słowo) – suwerena? Jesteście śmiertelnie obrażeni, czy co? Moja pięcioletnia córka czasami tak ma, ale wy, stare chłopy? Odwracacie głowy na chodniku, zaciągacie daszek czapki na brodę w warzywniaku. Panowie, aż taka nienawiść? Aż taka obraza, aż taki foch z przytupem? Ale pamiętajcie, kiedyś ta udręka się skończy. Wrócicie do swoich macierzystych zajęć. Lecz do tego czasu – skoro was wybrano – winni jesteście (modne słowo) suwerenowi pełne oddanie. Uczciwość, transparentność, przejrzystość w działaniach, szanowanie publicznych pieniędzy, brak nepotyzmu. Jesteście to nam – mieszkańcom – winni! Po to zaistnieliście w życiu publicznym, aby służyć, a nie obrażać się. Tu nikt waszych obraz nie potrzebuje. Potrzebujemy za to pełnej gotowości, pełnego poświęcenia, pomysłów i ich realizacji. Potrzebujemy nowych inwestycji, które dadzą dobrze płatną pracę, a nie stawek na godzinę jak cena zapiekanki pod olsztyńskim Dworcem Głównym. Jesteście na półmetku. Na tę chwilę czuć jedynie, że w tłumie ktoś uwolnił brzydkiego bąka. Na razie panuje niesmak i lekkie podenerwowanie. Jeszcze jest czas, tylko wykorzystajcie go nie dla samych siebie (jak dotychczas), tylko dla nas wszystkich. Dla mnie także. O to proszę i tego żądam.

 

Jaki kurs i jaka ścieżka?


Odnoszę wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Niby mamy 2016 rok, ale są chwile (piszę serio), że trzymają nas cumy. Rada Miasta z koalicyjną większością jakby nie chciała niczego widzieć. Coś po kątach szepcą, długie gadki telefoniczne, (podobno) sporo zniecierpliwienia i niezadowolenia. Lecz oficjalnie cisza! Milczą państwo jak grób. To skoro burmistrz milczy, skoro zastępca milczy udając niewidzialnego w warzywniaku, to może was zapytam. Jaki kurs i jaka ścieżka, drodzy państwo radni? Wiecie sami chociaż, co się dzieje? Wiecie, czy udajecie, że wiecie? Macie pojęcie, co się dzieje z rozwojem tego miasta? Bo wiedzieć powinniście. Kto, jak nie wy? Wy także obrażeni na tematy w tygodniku? Bzdury wypisujemy? Potwierdzaliście gdzieś sprawy, które opisywaliśmy? Tak, czy nie? Wy też rzucacie tygodnikiem o biurka? Was także przekonano, że wszystko wymyślamy? Kto z państwa sprawdzał w dokumentach, kto z was zadał burmistrzowi trudne pytanie? Ktoś odważny, drodzy państwo? Kto odpowie na pytanie, czy Ostróda zrobiła w tył zwrot? Zachowujecie się jakbyście byli niezastąpieni? Że fuchy i diety należą się, jak psu miska? Cholera mnie bierze od tych pytań. Możecie je zignorować, możecie się podśmiechiwać. Wiedzcie jedno, to my jesteśmy głosem mieszkańców. Wy przestajecie nim być, lecz macie jeszcze czas, by to zmienić. Jeszcze trochę czasu.

Z dużym ładunkiem pozytywnej energii
Wojtek Szymaniak

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież