loading...

Polacy nie przestaną mnie zadziwiać. Jesteśmy nietuzinkowym narodem, który jak mało kto w osłupienie wprowadzić potrafi nawet wielkich rynkowych graczy. Na bazie naszych narodowych przywar potrafimy wykręcić taki numer, że szczęka opada. Do tego stopnia, że wielka sieć pośpiesznie wycofała się ze swej promocji o sprytnej marketingowo nazwie: „Kupuj sprytnie i tanio” (sic!). No i suweren ruszył tłumnie, aby w sposób sprytny i tani podbijać dyskontowe półki. Tak mocno podbijał, iż wielka niemiecka sieć po kilku dniach zawiesiła promocję. Śmiać się, czy płakać? Utarliśmy Niemcom nosa, czy wyszliśmy na dziadów? Przekonajmy się. Zapraszam.

Józef Piłsudski mawiał: „Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka”. Takim to aforyzmem człowiek, którego imieniem ochrzczono ulice w niemal każdym polskim mieście, ocenił to, co po rozbiorach udało scalić się w jeden nadwiślański naród. Polska V kolumna głosi, że to „lewak był” – ten Piłsudski, i że straszna krzywdę narodowi polskiemu wyrządził. Nie mnie to oceniać, choć zdanie mam odrębne. Fakt jest taki, że – przyznacie sami – coś jest na rzeczy. Kilka dni temu duża niemiecka sieć dyskontowa wymyśliła promocję, której przebieg i rezultat – nie wiedzieć czemu – hańbą okrył naród polski. Otóż w wymyślonej przez sztab menadżerski (tę akcję musiał wymyślić jakiś jajogłowy z dyplomem MBA, co tłumaczy się, jako: „Master of Business Administration”, czyli biznesowa śmietanka) promocji na marki własne danej sieci, dano możliwość zwrotu, gdy nie spełni naszych oczekiwań. Regulamin został tak przygotowany, że ludziska – masowo – oddawali puste (!) opakowania po przeróżnych produktach, aby na podstawie paragonu żądać zwrotu gotówki. I sklepy oddawały gotówkę. Czy nagle przestał nam smakować żółty ser, ryby, czy inna konserwa? A płyn do mycia toalet zaczął pozostawiać smugi i stracił swą czyszczącą moc? Sok z kartonika zmienił nagle – w niewytłumaczalnych okolicznościach – swe smakowo-zapachowe walory? Czy z nieznanych nam powodów Polsce przestały smakować produkty niemieckiej sieci? Przyznam szczerze, że o akcji dowiedziałem się w momencie, gdy już ją zablokowano w centrali Lidl’a. Rzec można: chwilo trwaj, lub Lidl’u wytrzymaj jeszcze trochę! Z relacji naocznych świadków wiem, że suweren szturmem zdobył każdy sklep w Polsce, powodując destabilizację pracy wielu placówek. Czyżby zadziałało nasze „pospolite ruszenie”? Jakby nie patrzeć, wystraszeni Niemcy (z polskimi menedżerami na czele) po kilku dniach obwieścili, że mają już dość! Pomachali białą flagą i poddali się, pokornie wycofując promocję. Doświadczyli, że z Polakiem żartów nie ma, że się nie cofnie, że nie będzie patrzeć, co o nim powiedzą, czy napiszą. Zreflektowali się, że z nami się nie żartuje. Dali palec, więc został im z korzeniem brutalnie wyrwany. I dobrze, mogli nie dawać. Wyczytałem w internecie: „Strzygł Lidl razy kilka ostrzygli i Lidla”. Zgadzacie się? A kto z Was jest zdania, że na tzw. „Zachodzie” taka akcja nie przyniosłaby podobnego efektu? Skąd taka gwarancja, jeśli ona istnieje? Śmiać się, czy płakać? Czyżbyśmy charakterologicznie dalej byli dzikim Wschodem? A może manipuluje się nami?

 

Promocja, czy prowokacja?


Jako dziecko (w latach 70-tych głębokiego PRL-u) widziałem na własne oczy, jak podstarzali Niemcy po opuszczeniu swego Mercedesa, rzucali na chodnik kolorowe cukierki i gumy a zbierającym je polskim dzieciakom robili zdjęcia, ubaw mając przy tym ogromny. Widziałem i było to dla mnie traumatycznym przeżyciem. Przeczuwałem, że coś jest nie tak. Że ten rozbawiony pan w złotych okularach dopuszcza się czegoś niegodnego. Gdy przeczytałem i usłyszałem od naocznych świadków o opisywanej promocji, to mój mechanizm obronny spowodował nagły powrót do dziecięcych doświadczeń. Czy słusznie łączyć zacząłem oba wydarzenia (to z rzucanymi cukierkami i gumami do żucia) z tymi, które zadziały się kilka dni temu? Wspomniałem wcześniej o „jajogłowych menadżerach z dyplomami MBA”. Znam ich kilku. Dopasowane garnitury, lakierki, wypasione laptopy, drogie służbowe auta. Mistrzowie planowania, excel’a i innych nowoczesnych narzędzi współczesnego pola walki. To nie czołgi i śmigłowce a finanse decydują o losach tego Świata. Wiecie o tym prawda? Oni – „jajogłowi” – są tej globalnej układanki znaczącymi figurami. Celowo wymyślili taki nikczemny fortel, czy coś im w tabelkach nie wyszło? Przypadek, czy celowe i zamierzone działanie? Kolejna opinia forumowicza: „Ci, co hurtem oddawali puste opakowania mają mentalność pańszczyźnianych chłopów. Powinno im się zarzucić chomąto na karki i orać nimi pole. Do cywilizacji nie dorośli”. Sprawdziłem i rzeczywiście do takich scen dochodziło. Ludzie – całe tłumy – na przykasowe taśmy wysypywali – zdawać by się mogło – zawartości kilkudniowego kosza na śmieci. Sprawa to wstydliwa, ale podjąłem ten temat świadomie, aby spojrzeć na niego z kilku płaszczyzn a wnioskami podzielić się z Czytelnikami. Powoli zacznę przechodzić do wniosków własnych, lecz zadam Wam jeszcze raz pytanie. Jak Wam się wydaje, co było celem ludzi, którzy wymyślili ową promocję? Cel biznesowy, a może bliżej nieokreślony społeczno-polityczny? Sam nie wiem, lecz obraz roześmianego, podstarzałego Niemca poniżającego – nieświadome podpuchy – polskie dzieci, jest głęboko w mej pamięci. Więc mam problem z interpretacją. Pamiętając przy tym, że „jajogłowi” w tabelkach się nie mylą. Nie nie, nie oni. Czas na wnioski.


Wnioski praktyczne i plan naprawczy


Świadomość faktu, że wielkie globalne koncerny decydują o naszym codziennym życiu, ma każdy, kto swą przygodę z edukacją zakończył na poziomie starej 8-klasowej szkoły podstawowej. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, a uświadomimy sobie, że globalizacja postępuje w zawrotnym tempie. Rodzimy handel kuleje, bo wielkie zachodnie sieci są tak silne finansowo i chronione przez nasze państwo, że zwykłe PSS-y, czy GS-y szans najmniejszych nie mają. Żadni „Piotrowie i Pawły”, czy inne Delikatesy. Rozumiecie? Są bez szans. Dlaczego? Bo pokochaliśmy kupować „sprytnie i tanio”. Czy sprytnie, nie mnie to oceniać, bo co mam napisać o ludziach, którzy szturmowali Lidl’a jedząc, pijąc i piorąc za darmo, później żądając zwrotu gotówki? Co mam napisać, żeby nikogo nie obrazić? Więc, czy kupujemy „sprytnie” pozostawię Wam do oceny. Zostało jeszcze, czy kupujemy tanio. Kupujemy tanio? Jesteście pewni? Proszę, oto przykład, jaki podaje kolejna internautka: „Codziennie kupuję w Lidlu w Niemczech. Wszystko jest tańsze i lepsze jakościowo. Tu (w Niemczech – red) kosmetyk – cień do oczu kosztuje 60 eurocentów w Polsce 2 euro. Kawa, odzież, słodycze. Niemal wszystko lepszej jakości i tańsze”. Pamiętając, że statystyczny niemiecki „Kowalski”, zarabia czterokrotnie więcej od polskiego odpowiednika. W tym, co piszę nie chodzi wyłącznie o Niemców. Pół Świata traktuje nas mało poważnie, wciskając nam byle badziewie, którego ich mieszańcy nie chcą. Więc na tiry i do Polski. Jabłka w UK słabej jakości, Brytyjczyk nie kupi? Tir i do Polski. Można długo jeszcze wymieniać, lecz miałem skupić się na podsumowaniu. Nie „zbierajmy już tych rozrzucanych cukierków z chodnika”. Nie łapmy się jak muchy na lep, który tylko ładnie wygląda. Miejmy swą godność, dumę i rozum. Nikt za darmo nam nic nie da. Zaufajcie mi. Co przyświecało „jajogłowym” wymyślając opisaną promocję? To wiedzą tylko oni a nie sądzę, żeby byli filantropami. Pamiętajcie o tym przed kolejną decyzją oblegania i szturmowania czegokolwiek. Kto wie, jaki zrobią użytek z nagranych przez sklepowe kamery obrazów? Więc chytrzy jesteśmy, czy nierozumni? Czy aby dalej się tam w Niemczech nie śmieją z rzucanych gum do żucia? Już nie podstarzali Niemcy, bo ci odeszli, ale ich wnuki. Ja żadnej gumy nie podniosę, a Wy?

Z dużym ładunkiem pozytywnej energii
Wojtek Szymaniak

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież