loading...

Każdy, kto choć trochę interesuje się wydarzeniami sportowymi musi przyznać, że ktoś, kto naliczał opłaty za oglądanie meczów Euro w piłce kopanej porządnie upadł na głowę. Strasznie irytuje to wiele osób – mnie także – więc postanowiłem zabrać głos w tej sprawie. Stref kibica, jak Polska długa i szeroka brak! I nie ma się co dziwić. Dla strefy na tysiąc oglądających, trzeba wydać ponad sto tysięcy zł. Nawet duże i bogate miasta nie skorzystały z tej „promocji” sportu. Co nam pozostało? Domowe zacisza. A jak mogłoby być? Jak niemalże w całej Europie, czyli na nogach, a nie jak zawsze u nas na głowie.

Do tego, że w naszym kraju wiele rzeczy stoi na głowie, zdążyłem się już przyzwyczaić, choć nie pogodzić. Za diabła nie mogę zaakceptować faktu, iż my Polacy zawsze kopani jesteśmy w tylną część ciała. Efekt tego jest taki, że zamiast cieszyć się zawodami sportowymi na najwyższym poziomie, przeżywamy zawód, rozczarowanie, lub poczucie wyciśnięcia jak cytryny. Nie jest niczym przyjemnym czuć się jak wyciśnięta cytryna. Te wszystkie abonamenty telewizyjne, bloki reklamowe trwające 25 minut (!), lokowania produktów, to wszystko za mało. Z Polaków należy jeszcze wycisnąć opłaty specjalne (za oglądanie meczów), bo inaczej w głowach im się poprzewraca z dobrobytu. Mamy z czego płacić, bo dali 500+, aby je wyciągnąć z drugiej strony. Telewizja „dobrej zmiany”, łaskawie pokaże mecze naszych piłkarzy, DZIĘKUJEMY! Aby w tym samym momencie kombinować, jak zedrzeć z nas abonament, którego skuteczność ściągalności jest na żenującym poziomie. Zastanawia się cały zarząd TV, jak tu dobrać się do naszych portfeli i ściągnąć podatek na realizację misji. Mam pomysł. Można zważyć wyrzucane skorupki po jajkach na twardo. Są – jak prąd, do którego chcecie się dopisać – w każdym domu. Pomnożyć to można przez liczbę domowników, odjąć rybki i kota, dodać psa i babkę na rencie, podzielić przez metry mieszkania po podłodze i wyjdzie nam silnia iloczynu konsumpcji oglądalności telewizji. Proste? To ja tu na wsi wymyśliłem, a tam siedzą tęgie głowy na etatach za setki tysięcy miesięcznie i nie wiedzą. A jak już zważycie te skorupki i wyciśniecie z nas srebrniki, to może w końcu doczekamy się czasów normalności? Takich, że podczas wielkiej imprezy wracam z roboty, zjadam, dyscyplinuję domowników, oddaję samochód z kartami kredytowymi w żeńskie ręce i wysyłam na „sale” do galerii, zaznaczam na dywanie sprayem „tata zone” (takie miejsce blisko telewizora, przeznaczone tylko dla świadomych kibiców) i oglądam sport. Takie „tata zone” są niemal w całej Europie. Niemiec ma, Holender ma i prawie każdy ma. Polski tata nie, bo tata nie dopłacił haraczu, aby mieć „zone”. Żonę ma bez dopłaty, ale „zone” nie! Ot kraj na głowie.

 

Dlaczego warto pozbyć się kart i samochodu?

 

Drodzy kibice (piszę do męskiej części), pamiętajcie, że kobieta może łatwo pogubić się w zawiłości przepisów gry w piłkę i w najmniej oczekiwanym momencie wypalić z zapytaniem: „a ten pan w pomarańczowym, to do której bramki ma strzelać?”. Pierwszy raz (zaciskając zęby odpowiesz), że ten pan, to sędzia. Przy drugim pytaniu: „o której to się kończy, bo zaraz startuje „Rolnik szuka żony”, to uwierzcie mi, że właśnie dlatego warto pozbyć się auta i kart. Są panie, które doskonale są zorientowane, ale o takowe bardzo trudno, gdyż to wartość deficytowa. Każdy mądry kibic najpierw testuje swą wybrankę zabierając ją na „A-klasowe” rozgrywki piłkarskie, żeby przypatrzeć się „materiałowi na wybrankę”. Gdy test wypadnie zadowalająco i kandydatka wiedziała co i jak, a do tego nie zapomniała o piwie dla pana, to zamykać oczy i brać! Brać, bo lepszej nie znajdziecie! Może nie umieć gotować, może nie prasować, siedzieć trzy godziny w wannie, suszyć włosy codziennie – lubimy ten cudowny dźwięk, prawda? Wszystko zostanie jej wybaczone, jeśli nie myli spalonego z karnym, czy sędziego technicznego z głównym. Zaleciało szowinizmem. Przepraszam wrażliwą część czytelników, ale, drogie Panie, to ważne kwestie. Nie chciałem nikogo dyskryminować, ale zrozumcie, ten gamoniowaty rolnik i tak nikogo nie znajdzie, bo prawdziwy facet nie szuka kobity w telewizyjnym show. Chyba, że z litości trzymacie za niego kciuki. Możecie trzymać, ale nie w trakcie Euro i nie w domu!

 

Dlaczego czepiłem się publicznej TV?

 

Z prostego powodu. Jak sama jej nazwa wskazuje powinna być publiczna. Teraz modne nazewnictwo, to „narodowa”. Nie mam kłopotu, aby używać tak kwiecistych peanów na jej cześć, lecz na tę chwilę to mało w niej oferty dla mnie. Jak już mnie dopadną i ściągną dziesięcinę, to może i misja będzie prawdziwa? Tego nie wiem, ale łudzę się, że to możliwe. Ba, nawet tego bardzo pragnę. Bo krew zalewa, gdy przy każdej dużej sportowej imprezie trzeba dokonywać istnych cudów, żeby dostać to, co każdy Europejczyk ma od dawna siedząc w swym wygodnym, zachodnim fotelu. Co on (ten Europejczyk) ma, czego ja nie mam? Ma fotel, ja też. Ma telewizor, też się dorobiłem. Zarabia cztery razy więcej, jakoś mu to wybaczę. Ma żonę jak ja, tylko on za darmochę ma „zone”, za którą ja muszę dopłacić. Jak tu się nie rzucać z nerwów i nie pisać po nocy o tym?! Przede wszystkim ma prawdziwą TV publiczną. Nie kodowane czary-mary, tylko normalny kanał, na którym od lat ogląda światowe i europejskie imprezy. A ja? Jeśli nie dokupię specjalnej taryfy, to w czasie, gdy Niemiec z piwem w ręku ogląda mecz, mogę wyprowadzić na spacer psa, lub kibicować gamoniowi, którego nie chciały dziewczyny na zabawie i wzbudza litość szukając żony. Wybieram psa, choć spoglądam na Niemca z zazdrością i w duchu go proszę: „Niemcu, napisz mi choć SMS z wynikiem meczu, gdy się skończy, bo ja tu u siebie nie wykupiłem specjalnego „zone”.

 

To właśnie nas różni

 

Właśnie to, jak nas traktują. Poważnie, czy z nas żartują. Czytałem pismo wysłane przez naszą Panią Senator do Burmistrza miasta. List, jak list. Ludzie lubią pisać, niektórzy nawet czytać, ale treść mnie urzekła. Pani Senator zwraca się do Burmistrza, aby ten zorganizował strefę kibica w Ostródzie. Pomysł super, lecz nie wiem, co na to Burmistrz. Od jutra zaczynam spoglądać w stronę ratusza, czy coś zaczyna się dziać w tej sprawie. Może o czwartej rano zbudzi nas potężny warkot silników monstrualnej amerykańskiej maszyny transportowej, która to na specjalnej uprzęży dowiezie nam tysiąc calowy telebim, na którym puszczą nam wszystkie mecze Euro? Ale super! Skąd Pani Senator z Burmistrzem wezmą na to pieniądze, tego nie wiem, ale marzę, że się zrzucą. Ale będzie super! Ostróda, jako jedyne miasto w Polsce będzie miała strefę kibica! Hurrra! Brawo Pani Senator, brawo Burmistrzu, brawo my. W końcu staniemy na nogach a nie na głowie. Tego chcemy, właśnie tego. Lecz, gdy się nie uda i zmuszony zostanę do śledzenia losów idioty w traktorze, to nie ręczę za siebie. Tym akcentem zakończmy śpiewając wszyscy: „Polska biało-czerwoni, Polska…”

Z dużym ładunkiem pozytywnej energii
Wojtek Szymaniak

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież