loading...

Zima, to fajny okres. Biało, mroźnie i ekstremalnie. Ja lubię tę porę roku. Gorzej do tej sympatii odnoszą się niektóre części ciała, które szczypiąc dają oznaki odmiennego zdania, lecz nie ma co narzekać. Biały puch, który pojawia się tworząc niepowtarzalny klimat jest synonimem świeżości. Przemija, gdy po kilku dniach zmienia swój kolor na żółto-brązowy. To ślady biologiczne wyprowadzonych przez wielmożnych panciów czworonogów, które niczym napisy na murach” „tu byłem - Lolek”, przypominają całemu wszechświatu o swoim istnieniu. Dlaczego większość człekokształtnych nie sprząta odchodów po swoich psach? Bo dziadostwo ma się dobrze.


Oburzenie i złowrogi pomruk przelały się przez moje osiedle, gdy na prośbę większości mieszkańców zamontowane zostały tabliczki upraszające o wyprowadzanie psów w inne miejsca, niż ścisłe zaplecza bloków i placu zabaw dla dzieci. „No jak to, przecież mogę wypuścić psa, gdzie chcę. Takie jest prawo”. No niby możesz – spoglądając głęboko w oczy delikwentowi -pomyślałem. Jest jeszcze coś takiego jak KULTURA OSOBISTA, która stanowi, że jesteśmy gatunkiem naczelnym. To ona porządkuje w jakieś normy nasz wachlarz zachowań społecznych. Problem pojawia się, gdy jej zwyczajnie brakuje. Wtedy zdziczenie ludzkie pokazuje swą paskudną mordę z wszelkimi jej szczegółami i pełną mocą. Ileż to już artykułów zostało poświęconych temu tematowi, ileż akcji społecznych, ileż nawoływań, plakatów na klatach schodowych, apeli. I co? Bez efektu! Guzik z pętelką. Problem naszej kulturowości, między innymi sprzątania po swoich psach w miejscach publicznych, jak świat światem ciągle żywy. No nie chce zdechnąć!


Społeczne dewiacje


Cholera bierze, gdy widzę dzieci, dla których zabawa na placu, czy zieleńcu kończy się z chwilą wdepnięcia w gówniane „pole minowe”. Wysmarowane psimi odchodami z płaczem powracają do domu. Wybrudzone ręce, buty, spodnie, czasami i twarz, gdyż dziecko nie jest wszystkiego świadome - co oczywiste przecież. Pójdę dalej. Uważam – i mam prawo, że ktoś odbiera mi moją wolność. To także moja przestrzeń publiczna i mam święte prawo w pełni z niej korzystać. Do woli, bez ograniczeń. Gdy kilku durniów mi ją świadomie ogranicza obsrywając wszystko dookoła, to mam obowiązek ich złajać!  No właśnie obowiązek! Kto nam funduje takie przykre niespodzianki? Kto odbiera nam wspólną przestrzeń i wolność? Nasi sąsiedzi, rzecz jasna! Sami ją sobie odbieramy. W nosie wszelkie zasady współżycia społecznego, za nic zagrożenia z tym związane. Widać ich (społecznych dewiantów), jak przemykają wieczorami ukrywając się jak cienie. Wszystko po to, żeby bezkarnie ich piesek mógł wypróżnić się, a pańciu nie musiał schylać czterech liter. Więc zostawia niespodziankę po swoim sierściuchu przypadkowym odkrywcom. Niby każdy wie, że jest to niemoralne, obrzydliwe, niedopuszczalne i naganne, ale jednak nic do nich nie dociera. Dlaczego? Bo system kar jest nieskuteczny. I nie tylko finansowych. Gdyby ktoś zrobił takiemu opiekunowi zwierzęcia, zdjęcie i przesłał do Straży Miejskiej, to na adres właściciela przyszedłby mandat od 20-500 zł. Dlaczego tego nie robimy? Sam nie wiem, może nie lubimy konfliktowych sytuacji, może obawiamy się reakcji. Pamiętajmy, że to oni powinni się wstydzić! To oni powinni ponosić konsekwencje, a nie my i nasze dzieci, kiedy wdepnąwszy w „minę”, zmuszone zostały do zakończenia zabawy. Zachęcam do robienia zdjęć takim osobnikom. To oni powinni się obawiać i wstydzić, nie my! Dewiacje społeczne, to wszelkiego rodzaju odchyły od życia stadnego, więc świadomie nazwałem nieodpowiedzialnych sprawców po imieniu.


Gdzie podziała się śnieżna biel? Gdzie radość z zimy?


Jak wcześniej pisałem, biel, to synonim zimy, świeżości, czystości. Tak jak białe kitle pielęgniarek, czy białe kory (takie śmieszne drewniane buty) lekarzy. Niemal wszyscy cenimy sobie czystość, więc i biel z tym kojarzoną. Zimowa biel szybko nabiera – niestety – innych barw, powodując pewne przygnębienie u bardziej wrażliwych. Kilka dni zatem wystarczy, abyśmy w nienaturalny sposób przestali się zimową świeżością zachwycać. Staje się szara od piachu, brudna od błota pośniegowego, oraz żółto-brązowa – wiadomo od czego. Szkoda, bo zimą światła jest mniej a odbicia słońca na od białego śniegu utrzymują nas od depresyjnych dołków.


Jak przemówić idiotom do rozumu?


Podzielę się własnymi obserwacjami. Otóż, większość posiadaczy czworonogów wyprowadza stworzonko pod inną posesję. Na tyle posiadają jeszcze „sprytu”, żeby nie pozwolić własnemu psu na wydalenie resztek obiadku, pod własnym domem. Co to, to nie! W tym celu – jak wypatrzyłem – ciągają trzęsące się z zimna pupile na występy gościnne. Pod własnym domem nie pozwoli, (choć takich także nie brakuje), ale blok dalej i owszem. Co w tym czasie, (gdy pies wypięty już w jednoznacznej postawie) robi opiekun? Co widzicie najczęściej? Czym się wtedy zajmuje? No jak co, odbierają nagle przychodzące połączenie telefoniczne. Ubaw po pachy. Zawsze w tym samym miejscu i momencie. Pies charakterystycznie wygina się w łuk, a do pani/pana nagle dzwoni cały świat. Widzieliście takie numery? Na pewno. A do ilu z was wtedy właśnie dzwoniono? No więc,  pan/i rozmawia przez telefon. Pies w tym czasie z wytrzeszczonymi oczami kończy swą biologiczną potrzebę. Pan/i nawet nie spogląda na pupila, który może właśnie potrzebuje pomocy, lecz pan/i nie patrzy. Dlaczego nie patrzy, jak pupil walczy z siłami natury? Logiczne, bo musiałby zaakceptować ten fakt i - być może ugiąwszy się pod presją społeczną  posprzątać. Więc nie patrzy. Najczęściej – sami zaobserwujcie – odchodzi na odległość rozpiętości smyczy – ciągle gadając. Jakby nie mógł/a się już doczekać finału, bo potrzeba oddalenia się z tego miejsca jest natarczywa. Nagle! Czując po napięciu smyczy, że pies już łaskawie skończył, może nareszcie brać nogi za pas. Odchodzą w siną dal ciągle gadając. Widzimy takich? Jasne, że tak. Najgorsi są jednak ci, którzy z psami wychodzą – uwaga! – w kapciach. Schodzą na klatkę schodową uchylając jedynie drzwi, wypuszczając pieska na zewnątrz. Pies wszystko dookoła „oznacza” i następuje nerwowe nawoływanie do pokornego powrotu. Im szybciej powróci, tym lepiej, mniej ludzi zobaczy. Znamy takich? Oni są wszędzie. Ja nie wiem, gdzie się wychowywali, ale śmiem przypuszczać, że w głębokiej dziczy z dala od cywilizacji. To jedyny argument mogący w części ich usprawiedliwić. Może oni nie wiedzą, że odchody jego psa stanowią spore zagrożenie biologiczne, ale i są estetycznie obrzydliwe. Ja często przystaję i ostentacyjnie obserwuję takich właścicieli czworonogów. Chcę patrzeć im w oczy. Sugestywnie i wyraźnie dać do zrozumienia, że to ich pies i powinni być odpowiedzialni. Często skutkuje, choć nie zawsze. Na You Tube znajdziecie słynną panią Basię, która to kiedyś zbierała w papierowe torebki. To, co zostało po psim spacerku i idąc za właścicielem, wręczała mu „prezent”. Może to jest właściwa metoda na ludzki idiotyzm?

Z dużym ładunkiem pozytywnej energii.

szymaniak_ppd_200

 

 

 Link do: Akcja Pani Basi

 

 

 

 

 

Wojtek Szymaniak