----------Niezależny Portal Regionu Ostródzkiego----------

TWÓJ REGION W PIGUŁCE - WIADOMOŚCI | TURYSTYKA | OGŁOSZENIA | REKLAMA

Mimo komunistycznej cenzury, wydarzenia z 1946 roku w Ostródzie odbiły się głośnym echem w Polsce. Wspominał o nich nawet, w odezwie do rodaków, major Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka”, dowódca 5. Wileńskiej Brygady AK. Chodzi o starcie zbrojne pomiędzy pijanymi żołnierzami sowieckimi a strażnikami Straży Ochrony Kolei, wspieranymi przez żołnierzy WP, funkcjonariuszy MO i UB.

 

ruski i rower

 

Napad pod sklepem
Armia Czerwona nie niosła Polsce wolności ani pokoju. Rabunki, gwałty, grabieże, morderstwa i aresztowania były na porządku dziennym. Przekonali się o tym także mieszkańcy Ostródy w styczniu 1946 roku. Wówczas w po mieście kręciło się wielu żołnierzy sowieckich, którzy stacjonowali w Ostródzie. Był tęgi mróz, gdy wieczorem 15 stycznia 1946 roku, mieszkaniec Ostródy, Marian Dumny przyszedł do sklepu kolonialnego, który znajdował się w pobliżu dworca PKP aby zakupić papierosy. W sklepie było kilkunastu dobrze „podchmielonych” sowieckich żołdaków.


Jeden z nich widząc Polaka zaproponował nie lada transakcję - kupno marynarki za 500 zł. Pan Marian jednak odmówił takiego zakupu tłumacząc się brakiem pieniędzy. Sowiecki żołnierz nie dawał za wygraną i wraz ze swoim towarzyszem broni, po wyjściu Mariana Dumnego ze sklepu, ponowił ofertę kupna marynarki. Po kolejnej odmowie mieszkaniec Ostródy zobaczył lufę karabinu wycelowaną w jego kierunku. Ruscy obrabowali Dumnego zabierając 300 zł i butelkę wódki.


Napadnięty przez Sowietów, pobiegł na stację kolejową, gdzie dyżurny ruchu powiadomił o zaistniałym wydarzeniu posterunek Służby Ochrony Kolei. Po wysłuchaniu sprawy zastępca Komendanta SOK Bazyli Randoman na miejsce napadu wysłał patrol, w sile trzech uzbrojonych SOK-istów wraz z poszkodowanym. Marian Dumny, po wejściu do sklepu w towarzystwie uzbrojonych funkcjonariuszy SOK, wskazał sprawców napadu. Jednak gdy czerwonoarmiści usłyszeli wezwanie do oddania pieniędzy i butelki wódki, złapali za broń. Widząc to dwóch SOK-istów i poszkodowany Marian Dumny wzięli nogi za pas, a na miejscu został dowódca patrolu SOK Stanisław Dudczak. Sowieci po odebraniu Panu Dudczakowi broni, brutalnie go pobili, aż do utraty przytomności. Gdy „czerwonoarmiejcy” znęcali się nad Dudczakiem, w tym czasie do sklepu zbliżał się następny patrol Straży Ochrony Kolei.

 

20180304 165344

W tym budynku mieściła się siedziba Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Ostródzie. w 1946 roku Sowieci z okien budynku strzelali do polskich żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei.

 

Strzelanina pod PUR-em
Widząc to żołnierze sowieccy zaczęli strzelać w kierunku naszych SOK-istów. Część Sowietów uciekła w kierunku budynku Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, znajdującego się w odległości paruset metrów od sklepu. Odgłos wystrzałów, w szykującym się do snu mieście, zaalarmował pozostałych strażników SOK oraz żołnierzy Wojska Polskiego i milicjantów. O strzelaninie powiadomiono też Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy wszyscy zbliżali się do budynku PUR, ogień otworzyło około sześciu Sowietów. Mimo wezwań Polaków czerwonoarmiści nie przerwali ognia. Gdy grupa żołnierzy, milicjantów i SOK-istów w gradzie kul zaczęła wycofać się za tory, Sowieci zaczęli ucieczkę. W pościg za nimi ruszyli Czesław Kafarski, strażnik SOK i Michał Ludwicki, kapral WP. Obaj dostali się w ręce żołnierzy sowieckich, którzy bez namysłu rozstrzelali ich. Polacy po odkryciu zwłok swoich towarzyszy, zaczęli wyłapywać Rosjan przebywających w okolicy dworca PKP. Łącznie zatrzymano 5 żołnierzy sowieckich, w tym jednego oficera. Z tej grupy dwóch zostało zastrzelonych podczas próby ucieczki - jednego jeszcze w trakcie konwojowania do strażnicy SOK zastrzelił z pistoletu maszynowego chorąży Wojska Polskiego Mikołaj Kosacz, drugiego - strażnik SOK Leon Łozowski. Wówczas w strażnicy SOK-u przebywało około 30 osób, w tej grupie był też ciężko pobity Stanisław Dudczak. Wśród zebranych panowała atmosfera zemsty, odwetu. Trójka zatrzymanych Sowietów była bita. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa z Ostródy polecili Komendantowi SOK Karolowi Hochlajterowi przetrzymać żołnierzy sowieckich, do czasu przewiezienia ich do siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W tym czasie, ktoś wbiegł na strażnicę z wiadomością, że po uwięzionych czerwonoarmistów idzie odsiecz. Dowódca straży Karol Hochlajter polecił pozbyć się żołnierzy sowieckich z posterunku. Najprawdopodobniej zostali oni rozstrzelani, na co wskazują rany postrzałowe. Tymczasem rzekoma odsiecz nie nadeszła. Pozostali żołnierze sowieccy - świadkowie zajść przy sklepie rozpierzchli się po mieście. Jednak na tym sprawa się nie zakończyła.

 

Kary więzienia
Uczestników tamtych wydarzeń uwięziono (ale tylko Polaków, o Sowietach, którzy obrabowali Dumnego, pobili Dudczaka oraz rozstrzelali Kafarskiego i Ludwickiego dokumenty milczą). Przeprowadzono sekcje zwłok wszystkich zabitych czerwonoarmistów. Jako powód śmierci podano strzał w bok głowy, z lewej lub prawej strony, co może świadczyć o egzekucjach. Dziewięciu strażników SOK i jednego funkcjonariusza UB postawiono przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Olsztynie. Z tej grupy pięć osób uniewinniono. Pozostałych pięciu mężczyzn skazano na kary od sześciu miesięcy do piętnastu lat więzienia. Większość skazanych zwolniono już 17 września 1946 r. Dłuższe kary więzienia odbywali jedynie Karol Hochlajter i Jerzy Knowiakowski, który otrzymał najsurowszy wyrok za „dobicie sowieckiego żołnierza” - 15 lat więzienia (wyszedł dopiero po 10 latach). Nie wszystkich jednak doprowadzono przed oblicze komunistycznego sądu - chorąży Mikołaj Kosacz, ten który zastrzelił uciekającego żołnierza sowieckiego - zbiegł przed aresztowaniem. Jak się dalej potoczyły jego losy nie wiadomo. Czy akta sądowe mówią jednak całą prawdę? Niektórzy z oskarżonych zeznali w procesie, że w czasie śledztwa byli zmuszeni do składania fałszywych zeznań. Jednemu z nich oficer prowadzący przesłuchanie groził śmiercią przystawiając rewolwer do głowy. Nie wiadomo gdzie pochowano zabitych żołnierzy sowieckich. Na cmentarzu wojennym przy ul. Władysława Jagiełły w Ostródzie spoczywa 575 żołnierzy Armii Czerwonej. Z tej liczby znana jest lista zaledwie kilkudziesięciu rozpoznanych nazwisk. Niewykluczone więc, że zabitych żołnierzy pochowano na tym cmentarzu. Z drugiej strony z akt sądowych wynika, że przeprowadzano sekcje zwłok żołnierzy sowieckich, a jeśli dokonywano tego w Olsztynie, to równie dobrze mogą spoczywać na cmentarzu żołnierzy Armii Radzieckiej przy ul. Szarych Szeregów w Olsztynie. Jednak brak na to jednoznacznych dowodów.

 

Major Szendzielarz o wydarzeniach w Ostródzie
Informacja o wydarzeniach w Ostródzie dotarły do majora Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”, dowódcy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, która wówczas walczyła z sowieckim okupantem. Oto fragmenty tekstów ulotek kolportowanej przez żołnierzy „Łupaszki”: „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! (...) My chcemy, by Polska rządzona była przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród (...) Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości. (…) Ostatnie wypadki: 15 I 1946 w Ostródzie Okręg Mazurski, 19 I Elbląg, obrabowanie księdza w Koszalinie i zamordowanie zegarmistrza. W pierwszych dniach lutego uduszono w Toruniu Pełnomocnika Wojsk Polskich, który wrócił z Włoch. Zamordowanie naszego inżyniera w Bydgoszczy i wiele, wiele takich wypadków świadczy o zbrodniczej działalności Sowietów. My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków w osobach Bieruta, Osóbki i im podobnych. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród, a ludzi takich mamy, którzy słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.”

 

Pili, mordowali i gwałcili
Armia Czerwona, jak lawina, zalała Prusy Wschodnie. Zajęcie Warmii i Mazur przez Armię Czerwoną odbierane było przez jako zajęcie podbitego kraju. Oto fragment rozkazu d-cy 3. Frontu Białoruskiego gen. Iwana Czerniachowskiego, wydanego przed wkroczeniem wojsk sowieckich do Prus Wschodnich: „Nie będzie litości – dla nikogo, tak jak nie było litości dla nas. Na próżno żądać od żołnierzy Armii Czerwonej, żeby kierowali się litością. Oni płoną nienawiścią i żądzą zemsty. Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Tylko że już w 1945 roku Warmia i Mazury należały do Polski.


Instrukcje Stalina, nakładały na specjalne oddziały "trofiejne", obowiązek gromadzenia przy drogach i na stacjach kolejowych precyzyjnie wymienianych dóbr. Dlatego też w każdej miejscowości organizowano punkty zbiórki wszelakiego dobra, rabowane z mieszkań, domów, gospodarstw i fabryk. Potem transportowano „trofiejne” skarby do pociągów odjeżdżających na wschód. W Ostródzie jeden z takich „magazynów” mieścił się w kaplicy baptystów przy ul. Nadrzecznej. Żołnierze sowieccy rabowali nie tylko Niemców ale też i, jak to opisuje m.in. powyższa historia, także Polaków. Morderstwa i gwałty na kobietach zdarzały się bardzo często. Sowieccy żołnierze przy tym często spożywali alkohol w dużych ilościach.

 

Bundesarchiv Bild 183 E0406 0022 018 Berlin Siegesfeier der Roten Armee


Ze wspomnień żołnierza sowieckiego, lejtnata Leonida Rabiczewa, po zdobyciu Gołdapi:
„Piechurzy i czołgiści rozpierzchli się po mieszkaniach i sklepach. Przez rozbite wystawy wyrzucali całą zawartość sklepów na chodniki ulic. Tysiące par obuwia, naczynia, radioodbiorniki, serwisy stołowe, wszelkie gospodarcze i apteczne towary i produkty – wszystko pomieszane. A z okien mieszkań wyrzucali ubrania, pościel, poduszki, pierzyny, kołdry, obrazy, gramofony i instrumenty muzyczne. Na ulicach tworzyły się z tego całe sterty. (…) Zatrzymujemy się w centrum prawie pustego miasta. Europa! Wszystko ciekawe! (…). Drzwi wszystkich mieszkań otwarte, a na łóżkach – prawdziwe poduszki w poszewkach, kołdry w poszwach, a na kuchni, w różnokolorowych pojemnikach aromatyczne przyprawy. W składówkach – słoiki z domowej roboty przetworami, zupy i rozmaite drugie dania, w dodatku, o czym w śnie nie marzyłeś – w zakorkowanych półlitrowych słoikach (co za technologia, bez odgrzewania?) najświeższe masło śmietankowe. Domowej roboty wina i nalewki, włoskie wermuty i koniaki. A w szafach na wieszakach nowe, różnych rozmiarów,cywilne ubrania, garnitury. Jeszcze dziesięć minut. Nie możemy powstrzymać się, stroimy się jak panny, wirujemy przed lustrami. Boże, jacy my piękni! (…) Zapraszam Tarasowa i Szczerbakowa, stawiam na stole pięć butelek z obcymi etykietkami. Pijemy za zwycięstwo.”

 

Nowa okupacja
Podobnie było w innych miastach Warmii i Mazur już po przekazaniu władzy polskiej administracji. Do tragicznych wydarzeń doszło 4 lutego 1946 roku podczas zabawy tanecznej w Bisztynku, gdzie zaszedł wypadek strzelaniny pomiędzy żołnierzami sowieckiej armii, a funkcjonariuszami MO, skutkiem czego jeden z żołnierzy został zabity, drugi ranny. W konsekwencji tego w dniu 4 II 1946 r. żołnierze sowieccy rozbroili posterunek MO, obrabowali go oraz zaaresztowali jednego z milicjantów, którego wywieźli z miasta w niewiadomym kierunku. Nigdy nie powrócił do swojego domu.

 

Ze wspomnień Pana Oskara i Pani Elżbiety:
Oskar: „Wkroczyła Armia Czerwona. Palili, zabijali, rabowali, robili, co im się podobało. Nikt im nie bronił. W ciągu kilku godzin całe zagrody zmieniły się w ruiny. Przy ulicach, w ogrodach i po polach leżały trupy. Codziennie zdarzały się akty mordu i rabunku”

 

ruski i kobieta


Elżbieta: „Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać (...) Widziałam jak dziewczyna, córka kowala 19-letnia przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana. Było to okropne, czasami wolałabym nie istnieć na świecie.”

 

„W styczniu 1946 roku pracownica Kolumny Przeciw Epidemiologicznej została w drodze na kwaterę przy ul. Zwycięzców w Bartoszycach, porwana przez sowieckich żołnierzy autokolumny do samochodu, wywieziona około 25 km za miasto, obrabowana z pieniędzy (500zł) i ubrania, pobita, oraz zgwałcona przez około 30 żołnierzy. Poza tym została postrzelona w prawą nogę. Podobny przypadek miał miejsce we wsi Likuzy, w powiecie olsztyńskim, gdzie 15 kwietnia 1946 roku żołnierze sowieccy napadli na siedemdziesięciotrzyletnią staruszkę, którą obrabowano, pobito, a następnie zgwałcono. Innym razem czerwonoarmiści stacjonujący we wsi Sławkowo, w powiecie ostródzkim, zgwałcili robotnice niemieckie pracujące w majątku Ruskowo, gm. Dąbrówno. Także starosta ostródzki informował, że na terenie gm. Miłomłyn dzieją się niemożliwe rzeczy jak kradzieże, rabunki i inne wybryki żołnierzy sowieckich. Osiedleńcy tamtejszej gminy są narażeni na różne przykrości, a nawet na utratę życia. Stale o tym meldują i twierdzą, że o ile nadal stan taki trwać będzie, opuszczą powierzone im gospodarstwa.”


„26 listopada 1946 roku w Szczytnie oddział żołnierzy Armii Czerwonej w sile około 18 ludzi zaatakował przechodzących żołnierzy polskich, gdzie padł ofiarą jeden oficer zabity i jeden żołnierz ranny. Ze strony Armii Czerwonej padł jeden żołnierz. Przyczyną wypadku było to, że żołnierze Armii Czerwonej byli pijani. Do poważnego incydentu doszło także 7 marca 1946 roku na stacji kolejowej Korsze, gdzie pijani żołnierze sowieccy ostrzelali pociąg, wskutek czego pięć osób zostało rannych.”

 

Takich gwałtów, grabieży i morderstw było tysiące, co odnotowują raporty Milicji Obywatelskiej oraz lokalnej administracji.

 

W obliczu nowej okupacji Polski Major Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka, dowódca 5. Wileńskiej Brygady AK wydał rozkaz dla swoich żołnierzy: „Żołnierz sowiecki to jak esesman - rozstrzeliwać, funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego to jak gestapowiec – rozstrzeliwać, PPR – owiec to jak NSDAP, a milicja to jak żandarmeria – zrobić wywiad środowiskowy i w zależności od sytuacji podjąć właściwą decyzje, żołnierze polscy – rozbrajać i puścić wolno”.

 

Wiosną 1946 roku oddziały 5. Wileńskiej Brygady AK przybyły na Warmię i Mazury by walczyć o wolną i niepodległą Polskę. I o tym będzie w kolejnym artykule o historii naszego regionu.

 

 

Wojciech Gudaczewski
dowódca Jednostki Strzeleckiej 1028 Gietrzwałd

Komentarze   

# Robert 2018-03-07 11:33
Dlaczego w ostrodzie jest jeszcze cmentarz tych sowieckich bydlaków dawno powinno się zrobić z nim pozodek
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Inne

loading...