----------Niezależny Portal Regionu Ostródzkiego----------

TWÓJ REGION W PIGUŁCE - WIADOMOŚCI | TURYSTYKA | OGŁOSZENIA | REKLAMA

Twórczość formacji Pink Floyd obrosła już w legendę. Niestety, nic nie jest wieczne i w chwili obecnej po 50-ciu latach działalności zespół powoli przestaje istnieć. I właśnie dlatego powstają tzw. coverbandy, czyli kapele zdolne kontynuować legendę. Zapraszamy do lektury rozmowy z Pawłem Wrocławskim, gitarzystą i liderem zespołu Spare Bricks, którego spektakl mieliśmy okazję podziwiać na deskach amfiteatru dwa tygodnie temu.

 

Nasz Głos: Jesteście dosyć młodym zespołem. Skąd ten pomysł, aby założyć coverband?

 

Paweł Wrocławski: Minęło około 3,5 roku odkąd zagraliśmy pierwszy koncert, prawdę mówiąc nie myślimy o tym ile już gramy. Choć musze przyznać, że przeszliśmy długą drogę. Zespół założyliśmy z Agnieszką Szpargałą, później na naszej drodze pojawił się Michał Słupski, Jacek Aumüller i Tomek Gadzina. Podobnie jak ja, są oni fanemi Pink Floyd i tak wspólna miłość do tej kapeli pozwalała się nam rozwijać. Wiadomo, na początku koncerty wyglądały skromnie. Żeby zorganizować spektakl z taką pompą jak w Ostródzie, to ktoś musi Ci zaufać, a zatem trzeba trochę pograć.

 

NG: Co was ujęło w Pink Floyd?

 

PW: Często zadawałem sobie to pytanie i doszedłem do wniosku, że gdzieś pod metaforycznymi tekstami kryje się przyziemność. Kiedy się w to wczujesz, to zauważasz, że ta muzyka jest Ci bliska. Jest to muzyka o nas, o ludziach.


NG: Zobrazował byś w jednym zdaniu skalę trudności odtworzenia muzyki Pink Floyd?


PW : W jednym zdaniu to się chyba nie da. Wiesz, technicznie nie jest tak trudno odtworzyć Pink Floyd, ponieważ ich utwory są dosyć wolne, technicznie to można oddać nawet Paganiniego, wystarczy przesiedzieć 20 lat ćwicząc w ciemnej piwnicy (śmiech). Co innego kiedy musisz stworzyć swego rodzaju artykulacyjną nadbudowę, trzeba to poczuć, grać z sercem. A tego człowiek już tak szybko się nie nauczy.


NG: Różnicie się od pierwowzoru wokalem kobiecym. Spotkaliście się z krytyką z tym związaną?

 

PW: Cóż, kopiowanie nuta w nutę nigdy nie było naszym zamiarem, ponieważ Pink Floyd już istnieje. Jak każdy kultowy zespół ‘’Floydzi’’ mają ortodoksyjnych fanów i rzeczywiście znalazła się grupa ludzi która twierdzi, że nasza gra to nie jest to co sobie wymarzyli. Nie pozostaje im nic innego jak chodzić na oryginalne koncerty.


NG: A jak jest z Tobą? Byłeś na koncercie Pink Floyd?

 

PW: Swego czasu, w 94-tym byłem w Pradze na ich koncercie, teraz poluje na bilety na Davida Gilmoura, który zagra w czerwcu we Wrocławiu, a zdobycie ich łatwe nie będzie, ponieważ bilety rozchodzą się w kilka sekund. Jednak nie poddaje się, gdyż wiem, że jest to ostatnia szansa na zobaczenia go w Polsce.

NG: Kogo śpiew preferujesz Davida Gilmoura czy Rogera Watersa?

 

PW: Myślę, że tego pierwszego. David Gilmour na pewno lepiej śpiewa technicznie, natomiast atutem Watersa jest feeling. O Gilmourze można powiedzieć również, że ma wspaniałą barwę i jego głos się nie zmienia. Ma 70 lat i nadal śpiewa tak samo pięknie, czego z kolei nie można powiedzieć o Watersie.


NG: Wasze występy to nie tylko muzyka, ale również cała oprawa artystyczna. Jak się odbywa tworzenie tych wszystkich efektów? Kto nad tym pracuje?

PW: Nasz manager, Darek Naworski, jest swoistą kopalnią pomysłów i to wspólnie z nim wymyślamy scenariusze naszych widowisk, następnie Darek próbuje organizacyjnie to wszystko ogarnąć, co nie jest łatwe, ale on jest w tym świetny i zawsze możemy na nim polegać.  Ta muzyka prowokuje do tego, aby zrobić show.

 

NG: Jak dużo osób pracuje nad przygotowaniem sceny? Poskładanie wszystkich elementów spektaklu w jeden scalony występ z pewnością wymaga dużo pracy.

 

PW: Scenę przygotowują dwie kilkuosobowe ekipy. Jedna zajmuje się dźwiękiem i światłem, druga obsługuje ognie, lasery itd. Niemniej jednak tu wiele zależy od budżetu. W Ostródzie był wysoki, dlatego mogliśmy pozwolić sobie na wiele wizualnych atrakcji.

 

NG: Jako pierwszy w historii polski zespół trafiliście na listę prestiżowej strony pinkfloydz.com, która prowadzi wykaz coverbandów. To dla Was duże wyróżnienie?

PW:
Nie spodziewaliśmy się tego prawdę mówiąc. Po prostu wysłaliśmy linki z zapisami z naszych koncertów, nagrania studyjne i zostaliśmy wpisani na oficjalną listę coverbandów, na którą notabene bardzo trudno się dostać. A my dostaliśmy się bardzo szybko. Więc naturalnie jesteśmy z siebie zadowoleni.

 

NG: Czy macie wykształcenie muzyczne? Czy muzyka to wasza odskocznia, hobby czy granie jest waszym sposobem na życie?

 

PW: Jest to odskocznią, pasją, która powoli zaczyna się przeradzać w sposób na życie. Gramy coraz więcej koncertów, w te wakacje wyjątkowo mamy napięty grafik. Muzykami jesteśmy raczej z powołania, nie kształciliśmy się w tym kierunku, ale może to i dobrze.

 

NG: Ile czasu w ciągu roku jesteście w trasie?

 

PW: Spare Bricks to nie jest zespół, który jest w stanie zagrać 100 koncertów rocznie. W samej Ostródzie musieliśmy przygotowywać się 3 dni do koncertu. Po za tym nie wszędzie zmieścimy się z naszym występem. Do tego potrzebna jest duża scena. Jesteśmy w ciągu roku w stanie zagrać kilkanaście koncertów nie odbywających się w jednym ciągu, także nie jeździmy w trasy jak inne rockowe kapele.

 

NG: Twój ulubiony album Pink Floyd? Który byś polecił?

 

PW: Dla mnie każda płyta jest wyjątkowa. Każda jest tworzona w innych czasach. Na każdej zostało odciśnięte inne piętno. Wskutek zespołowej pracy powstały takie albumy jak ‘’Dark Side of The Moon’’ czy ‘’Wish You Where Here’’. Kiedy Roger Waters przejął pałeczkę pierwszeństwa pojawiły się albumy ‘’The Wall’’ i ‘’The Final Cut’’, ta druga nieco niedoceniana, ale bardzo ją lubię. Następnie, to David Gilmour stał się twarzą zespołu i pojawiła się płyta ‘’A Momentary Lapse of Reason’’, ta z kolei nie przypadła mi do gustu. Z „The Division Bell” poszło chłopakom znacznie lepiej. Na tę chwilę poleciłbym album pt. ‘’Animals’’ , jest ideologicznie fenomenalny. Doskonały był pomysł, aby podzielić społeczeństwo na 3 frakcje.

 

NG: Pink Floyd jest już 50 lat na scenie i oby pociągnęli jak najdłużej, jednak kiedyś przestaną grać. Czy uważacie, że to co robicie jest swego rodzaju kontynuacją wspaniałej twórczości, czujecie w tym idee?

 

PW: Im Pink Floyd jest starzsze, tym bardziej nasza działalność jest ideologiczna. Naszym założeniem zawsze było propagowanie ich muzyki. Każdy nasz koncert traktujemy jak hołd dla nich. Ponieważ wiemy, że ‘’Floydów’’ niedługo już nie będzie. David Gilmour powiedział, że to koniec, po wydaniu albumu ‘’Endless River’’. Czekam na nową solową płytę Dawida i po cichu liczę, że Roger Waters wyda jeszcze jakąś płytę.

NG: Jak jest z zainteresowaniem publiczności? Czy jest duża grupa ludzi mająca w sercu Pink Floyd? Co istotne. Spotykacie na swoich koncertach młodzież?

 

PW: Na naszych koncertach spotkasz każdą grupę wiekową od dzieci, po ludzi starszych. Widać, że ludzie noszą Pink Floyd w sercu i się z tym nie obnoszą, bo kiedy spojrzysz na oficjalne polskie forum zespołu to dostrzegasz dodawany raz na miesiąc post i kilka lajków. Natomiast, kiedy gramy koncerty, to sale są często pełne. Ostatnio cztery razy pod rząd wyprzedaliśmy planetarium w Olsztynie, do ostródzkiego amfiteatru przyszło prawie 2000 osób.

 

Rozmawiał
Oskar Rataj

 

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież

Inne

loading...