----------Niezależny Portal Regionu Ostródzkiego----------

TWÓJ REGION W PIGUŁCE - WIADOMOŚCI | TURYSTYKA | OGŁOSZENIA | REKLAMA

Artykuł o Powstaniu Warszawskim dedykujemy Pani Irenie Teresie Lewanowskiej-Wójcik ps. Zosia, mieszkance Ostródy, żołnierzowi AK, uczestniczce Powstania Warszawskiego.

 

„Robinsonowie” - ostatni uczestnicy Powstania Warszawskiego

 

3 października 1944 roku, ok godz. 2.00 w nocy, w Ożarowie Mazowieckim podpisano akt kapitulacji Powstania Warszawskiego. Po 63 dniach walki, ponad 600 tys. mieszkańców i powstańców Warszawy opuszczało swoje ukochane miasto. W ruinach stolicy, która przed wybuchem wojny liczyła ok. 1 miliona mieszkańców, w piwnicach i na strychach, przed Niemcami ukrywało się jeszcze ok. 900 osób. Dla nich powstanie, a w zasadzie walka o przetrwanie, trwała nadal. Nazywano ich „Robinsonami”.

 

Zryw utopiony we krwi

 

Zadanie krwawego zdławienia powstania, Hitler powierzył Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bach-Zalewskiemu. Ten zbrodniarz urodził się w 1899 roku w Lęborku (wówczas Lauenburg), jako syn inspektora ubezpieczeniowego Ottona Jana von Zelewskiego. Prawdopodobnie znał język polski, bowiem uczył się w gimnazjach w Wejherowie, Chojnicach i Brodnicy. Był jednak wielkim wrogiem Polski, walczył w Powstaniach Śląskich przeciwko Polakom. Erich von dem Bach-Zalewski zanim został generałem SS, pełnił też służbę w niemieckiej straży granicznej Grenzschutz, m.in. na Mazurach. Hitler do stłumienia powstania przydzielił von Bachowi oddziały SS, Wehrmachtu, kryminalistów z oddziałów Dirlewangera, kolaborantów rosyjskich z Brygady Szturmowej SS RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej) wspomaganych dwoma batalionami azerbejdżańskimi w służbie Hitlera, które codziennie pacyfikowały miasto. Bezwzględnie mordowano cywilnych mieszkańców. Hitler wydał rozkaz nakazujący wymordowanie wszystkich mieszkańców Warszawy a następnie zburzenie miasta. W trakcie masakry ludności dzielnicy Wola, której punkt szczytowy przypadł w dniach 5–7 sierpnia 1944, zamordowano od 30 tys. do 65 tys. polskich mężczyzn, kobiet i dzieci. W ciągu dwóch dni! Była to prawdopodobnie największa jednorazowa zbrodnia popełniona na narodzie polskim. Nigdy wcześniej ani później w historii naszego kraju nie doszło do tak wielkiej zbrodni na cywilnych mieszkańcach.

 

„Przybyliśmy do fabryki „Ursus” dużą bramą od strony ul. Wolskiej. Podwórze, poczynając od bramy aż po wnękę idącą do ul. Skierniewickiej, było zasłane zwłokami mężczyzn kobiet i dzieci. Mogło być około 5000”- Zeznawał później Franciszek Zasada.

 

Hitlerowcy dokonywali gwałtów i grabieży. „W schronie głównego budynku fabryki Franaszek Niemcy znaleźli kosztowności i drogie produkty (...) Neumann zabrał wtedy kolię wartości ponad 200 000 zł. Od tego czasu widzieliśmy, iż gestapowcy kradną na swoją rękę” - wspominał Franciszek Zasada, świadek mordowania mieszkańców Woli. Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim straciło życie około 250 000 mieszkańców stolicy i żołnierzy AK.

 

Upadek powstania

 

Mimo początkowych sukcesów żołnierzy Armii Krajowej, którym udało się zdobyć strategiczne punkty w stolicy, w tym po trzech tygodniach walk tzw. dużą i małą „PAST-ę”, powstanie stopniowo gasło. Hitlerowskie oddziały wypierały powstańców z bronionych pozycji ale także mordowały cywilną ludność stolicy. Gdy 30 września 1944 roku skapitulowali obrońcy Żoliborza w rękach powstańców znajdowało się już tylko Śródmieście. Już wcześniej generał „Bór” Komorowski uznał jednak, że z militarnego i politycznego punktu widzenia kontynuacja walki nie ma żadnego sensu. W Ożarowie Mazowieckim, kwaterze „kata Warszawy”, Ericha von dem Bacha w nocy z 2 na 3 października 1944 roku generał Tadeusz „Bór” Komorowski podpisał kapitulację. Na mocy „Układu o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie” wszyscy cywile, którzy pozostawali wciąż w Warszawie mieli opuścić miasto wraz z kapitulującymi oddziałami Armii Krajowej. Większość ocalałych mieszkańców opuściła stolicę już w pierwszej dekadzie października. Po krótkim pobycie w obozie przejściowym w Pruszkowie większość z nich została wysłana na roboty przymusowe w głąb Niemiec lub wysiedlona do zachodnich dystryktów Generalnego Gubernatorstwa. Ewakuacja rannych i chorych z powstańczych szpitali zakończyła się natomiast 24 października 1944 roku. Jednocześnie niemieckie oddziały niszczycielskie przystąpiły do systematycznego burzenia stolicy i grabieży pozostawionego w niej mienia.

 

Robinsonowie Warszawscy

 

W opustoszałym i zrujnowanym mieście wciąż jednak ukrywało się około 900 osób, które nie miały zamiaru opuszczać Warszawy, byli to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, często osoby w podeszłym wieku. Natomiast nie odnaleziono informacji wskazujących, że w ruinach ukrywały się również dzieci (nie licząc nastolatków). Różne były przyczyny, dla których „robinsonowie” zdecydowali się pozostać w Warszawie. W gronie tym znajdowały się m.in. osoby, którym cudem udało się przeżyć masowe egzekucje urządzane w pierwszych tygodniach powstania przez żołnierzy-kryminalistów Dirlewangera. Ludzie ci pozostawali odcięci od świata i często przez długi czas nie wiedzieli nawet, że powstanie dobiegło końca. W Warszawie pozostała także stosunkowo liczna grupa ludzi pochodzenia żydowskiego oraz część powstańców, którzy nie wierzyli niemieckim zapewnieniom o traktowaniu jeńców zgodnie z konwencją haską. Bali się, że zostaną bestialsko zamordowani. Ponadto w ruinach ukrywały się osoby, które chciały dalej kontynuować walkę z Niemcami. Ukrywali się w budynkach najmocniej zrujnowanych, którym nie groziło podpalenie lub wysadzenie przez niemieckie oddziały niszczycielskie. Piwnice tych budynków zamieniano w prawdziwe zamaskowane bunkry, z dopływem powietrza i kilkoma wejściami. Niekiedy przebijano się do sąsiednich piwnic, uzyskując w ten sposób komunikację podziemną. W ruinach ukrywały się zarówno pojedyncze osoby, jak również kilkuosobowe grupy. Największa grupa  mieszkańców Warszawy ukrywała się w piwnicach domu przy ulicy Siennej. Liczyła aż 37 osób.

 

Życie w ukryciu

 

Warunki życia „Robinsonów” były niezwykle trudne. Podstawowym problemem było znalezienie w zniszczonym mieście wody i żywności. Na każdym kroku uciekinierzy musieli uważać, aby jakimikolwiek śladem, odgłosem lub zapachem np. dymem z paleniska nie zdradzić Niemcom swojej kryjówki. Z tego też powodu „robinsonowie” mogli opuszczać swoje schronienie jedynie w przypadku wyraźnej konieczności. Niektórzy z uciekinierów byli mniej lub bardziej poważnie ranni. Do tego należy dodać jeszcze problemy psychologiczne wynikające z pozostawania w zamknięciu, ciemności i samotności.

 

„W zimie ogrzewaliśmy pomieszczenie żelaznym piecykiem. Opału było pod dostatkiem, ale ze względu na możliwość zauważenia dymu przez Niemców, można było palić jedynie nocą. W dzień przeważnie spaliśmy. Gdy zapadał zmrok, zaczynało się u nas życie”- opisuje tamte dni Stanisław Kopf.

 

Niemcy wiedzieli, iż w ruinach ukrywają się jeszcze mieszkańcy Warszawy. Świadczą o tym dokumenty niemieckie, w których czytamy: „W ruinach Warszawy przebywają jeszcze podstępni Polacy, mogący zagrozić tyłom wojsk niemieckich. Elementy ukrywające się w ruinach i piwnicach domów stanowią na tyłach walczących oddziałów ciągłe niebezpieczeństwo”. Prawdopodobnie z rąk ukrywających się w ruinach byłych powstańców ginęli żołnierze niemieccy, którzy mścili się na niemieckich żołnierzach. Dlatego też generał Smilo von Lüttwitz wydał rozkaz urządzenia wielkiej łapanki. Schwytanych „Robinsonów” Niemcy na miejscu rozstrzeliwali. Jak potoczyły się losy „Robinsonów”? Część z nich, po wyczerpaniu zapasów jedzenia, wydostała się potajemnie z miasta. Innych odnaleźli i zamordowali Niemcy. Nieliczni ukrywali się w ruinach aż do momentu wyzwolenia Warszawy przez oddziały Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego 17 stycznia 1945 roku. Wśród nich był Władysław Szpilman, znany z filmu „Pianista” w reżyserii Romana Polańskiego. Jeśli już wspominamy o kinematografii to jedynym polskim obrazem poświęconym Warszawskim Robinsonom jest film „Miasto nieujarzmione” z 1950 roku.

 


Artykuł o zakończeniu Powstania Warszawskiego, losach mieszkańców Warszawy dedykujemy mieszkance Ostródy, Pani Irenie Teresie Lewandowskiej-Wójcik ps. Zosia, harcerce i sanitariuszce, uczestniczce Powstania Warszawskiego.

 

Autor: Wojciech Gudaczewski, Dowódca Jednostki Strzeleckiej 1028

 

Komentarze   

# Podkomendny autora 2017-10-09 22:44
W 1950 roku powstał na ten temat propagandowy gniot "Miasto nieujarzmione. Robinson warszawski"
http://zaq1.pl/video/nsc5
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Inne

loading...