budocentrum wiz 480

Zapraszamy do lektury rozmowy z Tomaszem Sobczyńskim. Instruktorem MMA Team Ostróda.

 

IMG 5946

 

 

Nasz Głos: Jak to się zaczęło? Wywodzisz się z Arachionu?

 

Tomasz Sobczyński: Tak, zakładałem ten klub razem z Pawłem Derlaczem i Szymonem Bońkowskim, po jakimś czasie postawiłem na swoją karierę zawodową. Ostatecznie zrezygnowałem z prowadzenia zajęć, a nasze drogi się rozeszły. Od tamtej pory trenowałem jedynie sam dla siebie. W 2011 roku po paru latach przestoju z Arachionem odezwał się do mnie Artur Małż z Ostródy i poprosił o możliwość poprowadzenia zajęć z MMA. Ten projekt miał się zamknąć w cyklu miesięcznym może dwumiesięcznym. Na salę zaczęło jednak przybywać bardzo dużo osób. I wtedy pojawiła się propozycja zrobienia zajęć na stałe. Wtedy odżyły stare pasje i pomyślałem, że może by jednak spróbować jeszcze raz, bo widziałem potencjał w tych młodych ludziach jak chłoną wiedzę, jak chcą ćwiczyć.

 

NG: Co spowodowało taki boom nam MMA? Gdzie leży tego fenomen?

 

TS: MMA – Mało kto wie ale forma rozgrywania pojedynków w łączonych sztukach walki miała swój początek już w starożytnej Grecji, gdzie podczas Olimpiady toczone były walki łączące boks i zapasy. Dyscyplina ta nazywana była Pankrationem, a w czasie takich turniejów laury zdobywali pierwsi mistrzowie. Z czasem taka forma rywalizacji odeszła w zapomnienie. Sama jednak idea przetrwała i w czasach nowożytnych ktoś, kiedyś postawił takie pytanie: gdybyśmy stanęli naprzeciw siebie i jeden z nas umiałby boksować a drugi znał np. karate i umiał dobrze kopać - to kto z nas wygra? Tak właśnie narodziło się współczesne MMA, które samo w sobie nie jest jakimś konkretnym stylem walki, a jedynie jakąś wypadkową poszczególnych sportów walki. Jego fenomen leży w tym, że możesz walczyć właściwie jak chcesz. Twoja wartość jako zawodnika zależy poniekąd od tego jak bardzo jesteś wszechstronny.

 

NG: Jest jakaś przecież forma rywalizacji.

 

TS: Dokładnie, na początku lat 90-tych wiele turniejów polegało na tym że mieliśmy do czynienia z dwoma zawodnikami, którzy reprezentowali jakiś swój konkretny styl walki. Pamiętam je doskonale, mam jeszcze w swych zbiorach kasety VHS z zapisem takich turniejów. Jeden zawodnik był np. bokserem, inny zapaśnikiem, ten z kolei judoką, a jeszcze inny sambistą. Współczesne MMA to próba połączenia najbardziej efektywnych technik z poszczególnych sportów walki. Z tego też bierze się fenomen tej formuły. W dzisiejszym wydaniu MMA trafiło do Europy z Japonii i USA za sprawą takich federacji jak legendarny nieistniejący już PRIDE czy UFC. W Polsce pierwsze gale MMA, były surowe. Przez długi czas był to sport niszowy, który kojarzył się z jakąś niezdrową rywalizacją. W tamtym czasie dość powszechne były opinie, iż MMA to walki bez zasad i reguł. Była to oczywiście kompletna bzdura i poniekąd paradoksem stało się, iż z tego też względu tą formułą zaczęły interesować się media. Momentalnie podłapały korzystną koniunkturę. Potem poszły za tym większe pieniądze i ten sport zaczął być widowiskowy. W obecnym czasie wielu zawodników na Zachodzie trenuje go zawodowo, w szczególności tych którzy związani są kontraktami z UFC. U nas w Polsce, jako takiego zawodowstwa nie ma. Na obecnym etapie jest paru nielicznych zawodników, którzy mogą z tego żyć i czerpać pieniądze. Reszta ludzi robi to z czystej pasji łącząc życie zawodowe z ciężką pracą na sali treningowej. Warto odnotować jednak, iż UFC coraz chętniej sięga także po zawodników z „naszego podwórka”.

 

NG: Każdy może trenować MMA jeśli jest zdrowy?

 

TS: To jest podejście indywidualne instruktora. Mnie komercyjna działalność nie interesuje, wolę mieć mniejszą grupę nastawioną na wynik sportowy. Nie jest to sport dla dzieci i dla chłopców od skrzypiec, ale oczywiście z całym szacunkiem dla chłopców od skrzypiec. Znam szereg osób które trenują MMA ale nie myślą o starcie w zawodach. Nie jest tak, że wszyscy którzy trenują muszą stawać do czynnej rywalizacji sportowej. Oczywiście większość treningów kończy się sparingami, ale jeśli nie chcesz walczyć - nie musisz. Nikogo nie wypycham na środek i mówię: teraz ty. Ale jeśli chcesz sprawdzić czy czegoś się nauczyłeś i czy to jest naprawdę skuteczne, to zrobisz to tylko w sparingu. Zawsze podczas walki najważniejsza jest głowa, bo walki nie wygrywa się siłą i gwałtem - tylko myśleniem.

 

NG: Czy osoba w wieku około trzydziestu lat może zacząć trenować u Ciebie?

 

TS: Na obecnym etapie - nie, chyba że jego przygoda ze sportem zaczęła się już wcześniej, a pewne okoliczności wykluczyły go na jakiś czas z treningów. Nie mam tu na myśli jakiejś konkretnej dyscypliny sportowej, a ogólny charakter przygotowania motorycznego, który pozwoli na efektywny trening. Natomiast wiadomo, że z biegiem lat pewne możliwości są ograniczone. Każdy sport wymaga nakładu pracy. To kształtuje charakter. Jeżeli ja wymagam od chłopaków żeby coś zrobili na sali, to znaczy, że ja to już przetrawiłem. Mówię im pamiętajcie, że macie w ręku oręż, że potraficie sobie poradzić w sytuacjach ekstremalnych ale największym sukcesem jest unikanie walki. Mój idol Bruce Lee powiedział: „walka uniknięta jest walką wygraną”. Jeśli ktoś szuka zaczepki, odpuść sobie. Sala jest najlepszym miejscem do zweryfikowania umiejętności. Każda tradycyjna sztuka walki powstała w konkretnym celu – eliminacji przeciwnika, natomiast jeżeli chodzi o sporty walki to są tu konkretne zasady które je regulują. Według mnie MMA jest najbardziej zbliżone do rzeczywistej walki oczywiście w wymiarze czysto sportowym. Na macie można udowodnić kto jest lepszy, ale na treningach po pierwsze jest bezpieczeństwo, a potem jakiś tam wynik. Jeśli na każdych 10 chłopaków, którzy przyjdą do mnie do klubu tylko z jednemu uda się to zrobić to jest to i tak dla mnie sukces.

 

NG: W pojedynku agresja nie jest najlepszym sojusznikiem.

 

TS: Chłodna głowa i opanowanie to są dwa podstawowe czynniki, ale na pewno jest tu element agresji ten swoisty pazur rywalizacji, trzeba jedynie wiedzieć kiedy odpuścić, a kiedy zaatakować. Decyduje myślenie. Przy walce dwóch wyszkolonych zawodników, którzy dysponują porównywalną siłą i techniką decyduje myślenie i szukanie błędów u rywala.

 

NG: Jak będzie się rozwijała kariera Kamila Zielińskiego z Ostródy?

 

TS: Mam wielki szacunek do tego chłopaka. Jest bardzo poukładany i konsekwentny. Może wiele osiągnąć w tym sporcie pod warunkiem, że dalej będzie sumiennie trenował. Tak naprawdę on cały czas się rozwija i według mnie szczyt jego możliwości jest jeszcze daleko przed nim. Jest konsekwentny w tym co robi. Teraz wróciliśmy ze Słupska gdzie zdobył złoty medal. Nasi koledzy z MMA Mataleo Słupsk mówili o nim: „No patrz taki niepozorny, a tak walczy.” Często podczas walki decyduje siła, bicepsy, agresja. Kamil jest zaprzeczeniem tego wszystkiego. Może rzeczywiście wygląda niepozornie ale on ma do tego niesamowity talent i tzw. umiejętność czytania walki, do tego chce mu się ćwiczyć, umie to robić i odnosi sukcesy. On podchodzi do sportu ambicjonalnie.

 

NG: Jeśli chodzi o mentalność czy my Polacy wyróżniamy się na ringu?

 

TS: Wiem o co ci chodzi, chciałem do tego nawiązać jeśli chodzi o sukcesy Polaków na scenie międzynarodowej, biorąc pod uwagę naszą historię. Dla przykładu: mój dziadek przesiedział w obozie koncentracyjnym na terenie Niemiec całą wojnę za to, że dał pewnemu Niemcowi w pysk, tuż przed wojną w Grudziądzu, bo ten nie zdjął czapki jak grano nasz hymn narodowy. Potem ten Niemiec wskazał go na wywózkę do obozu. Czy się opłacało na pewno nie ale myślę, że on wtedy nie kalkulował, porwały go emocje i tyle. Jesteśmy bitnym narodem, mamy potencjał, jesteśmy znani z tego w świecie, jesteśmy za to doceniani. W MMA nasza mentalność również się sprawdza.

 

NG: Miałeś okazję poznać Joannę Jędrzejczyk, naszą pierwsza polską mistrzynie UFC? Jaka jest Twoja opinia na temat kobiecego MMA?

 

TS: Oczywiście. Trenowała w Arachionie, gdy byłem tam jeszcze instruktorem. Zawsze była zadziorna, ambitna, charakterna. Mam do niej ogromny szacunek za to co osiągnęła i za to jakim jest człowiekiem. Przy jej wszystkich zdobyczach nad wyraz poraża jedno – jej skromność. Ale w mojej opinii nie jest to najlepszy sport dla kobiet, może nie jest to popularna opinia, ale tak uważam. Jest wiele innych form rywalizacji bardziej pasujących do kobiecego ciała. I o ile można, a nawet trzeba się tu zachwycać kunsztem Aśki to pomyśl z drugiej strony czy chciałbyś być mężem jej ostatniej rywalki Jessici Penne, która na after party po tamtejszej gali i chyba jeszcze długo po tym „na bank” nikogo nie poderwała. Tożsama sytuacja miała miejsce na ostatniej gali UFC 190, gdzie Ronda Rousey w obronie pasa mistrzowskiego znokautowała Bethe Correia.

 

NG: Na doświadczonych zawodnikach widać ‘’blizny’’ uprawiania MMA, rozumiem, że bijesz do tego?

 

TS: Jeśli nie dasz się trafić to nie będziesz miał tych blizn. To oczywiście żart ale ja po prostu, uważam, że kobiety powinny się realizować w innych sportach. Pomimo sukcesów Jędrzejczyk czy Kowalkiewicz z Łodzi, która swoją droga jest bardzo ładną dziewczyną. Ale jest to wyłącznie moja prywatna opinia z którą nie wszyscy muszą się zgadzać.

 

NG: Co jest ważniejsze: talent czy ciężka praca?

TS:
Wiadomo. Aby być najlepszym musisz mieć to i to. Natomiast praca bez talentu uczyni Cię rzemieślnikiem, kimś kto może być blisko szczytu, ale nigdy go nie zdobędzie. Sam talent to również za mało. Znam chłopaków, którzy talentu nie popierali pracą i ich kariery sportowe po szumnych początkach spełzły na niczym.

NG: Macie w klubie swego rodzaju kodeks? Co jest zakazane?

 

TS: Nie znoszę niezdrowej rywalizacji. Na macie wszyscy jesteśmy kolegami i nie wyobrażam sobie sytuacji w której jeden drugiemu chce wyrządzić jakąś krzywdę. Jeśli ktoś trenuje z takim zamiarem, to jest u mnie skreślony od razu, a ja z taką osobą nie będę współpracował. Tutaj chodzi o pokonanie przeciwnika zgodnie z zasadami i wedle ściśle określonych reguł. Wielką wartość mają też dla mnie zasady uniwersalne którymi staram kierować się w życiu przekazując je swoim podopiecznym podczas treningów. Niewątpliwie jest to też część procesu, który ma ogromny wpływ na kształtowanie postaw i cech charakteru. Przy prowadzeniu tego typu aktywności jest to rzecz szczególnie istotna. Ile z tego zostanie im w głowach nie jestem w stanie odpowiedzieć, ale oby jak najwięcej.

 

NG: Czy trenowanie MMA przynosi też pozytywne skutki jeśli chodzi o umysł?

TS:
MMA to bardzo wymagająca formuła, w której nie ma dróg na skróty, tutaj trzeba mieć charakter. Dzięki kolejnym wyznaczonym celom, ciężkiej pracy, można złe zapędy okiełznać. Ja wychodzę z założenia, że nawet jeśli komuś powinęła się w życiu noga, to ta osoba zasługuje na kolejną szanse. Jeśli ktoś nie przegnie, to zawsze tę szansę ode mnie dostanie, pomimo tego, iż zdaję sobie sprawę, że nie każdy z niej skorzysta.

 

 

 

Rozmawiał
Oskar Rataj

 

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież