----------Niezależny Portal Regionu Ostródzkiego----------

TWÓJ REGION W PIGUŁCE - WIADOMOŚCI | TURYSTYKA | OGŁOSZENIA | REKLAMA

Ludzie - Ostróda

Termin powyżej w internetowym slangu oznacza wielkie niepowodzenie, porażkę, która ma wpływ na cały żywot. Przykładem człowieka, który ‘’przegrał życie’’ jest Grzegorz, który nie chciał podać swojego nazwiska, co nie dziwi szczególnie. Dość powiedzieć, że w 1998 roku wygrał sporą sumę na loterii. Teraz mieszka w zdezelowanym mieszkaniu po zmarłej matce. Jest na skraju zdrowia, ale się nie poddaje.

 

Jest rok 1998, 35 – letni wówczas Grzegorz wraz z żoną mieszkają przy ulicy Grunwaldzkiej, ich małe mieszkanie, nie obrasta w luksusy, ale jakoś leci. Wspólnie próbują swój żywot wnieść na wyższy poziom, pomimo że okoliczności nie sprzyjają. Wraz z żoną Haliną spodziewają się dziecka, któremu Grzegorz chce zapewnić jak najlepszy start - Kiedy dowiedziałem się, że Halina jest w ciąży, to zacząłem imać się różnych zajęć, aby odłożyć trochę pieniędzy. Pracowałem trochę w delikatesach, ale mało płacili, ledwie na mieszkanie starczało. Następnie zakładano kanalizację w wielu rejonach Ostródy, więc wziąłem się za kopanie rowów. Tam płacili nieco lepiej, ale było to dla mnie upokarzające, ciągłe brodzenie w błocie, to nie jest coś co napawa dumą. Na szczęście miałem znajomego, pracującego w GS. Załatwił mi prace jako kierowca. Rozwoziłem wtedy mleko, warzywa, chleb. Oczywiście byłem mu za to winien flaszkę. Wtedy najlepszym dowodem wdzięczności była butelka wódki, o ile nadal tak nie jest, jednak i to było za mało, postanowiłem pomóc szczęściu – mówił Grzegorz.

 

totPomoc ta polegała na graniu w Totalizator Sportowy. Jednak pomaganie szczęściu szybko się przerodziło nałogowe granie. Miesiące mijały, a Grzegorz obstawiał zakład za zakładem i ku jego zaskoczeniu udało się. Ostródzianin trafił szóstkę. Kumulacja wówczas wynosiła 1600000 zł. Nie wszystko spłynęło do Grzegorza, ostródzianin wygrał 800 tys. zł. Kiedy dowiedział się w punkcie lotto o szczęściu jakie go spotkało, popłakał się ze szczęścia – za każdym razem jak przywołuję pamięcią tamte wspomnienie, to uczucie, kiedy dowiedziałem się o tak wielkiej wygranej przeżyłem przyjemny szok, to tak jak ktoś wylałby na moje serce słoik miodu – wspomina Grzegorz.

 

W związku z posiadaniem tak dużej sumy pieniędzy zaczęło się kupowanie na potęgę. Nowy samochód, wózek dla nienarodzonego jeszcze dziecka, stos ubrań, meble i wszystko inne, co mogło się przyczynić do polepszenia standardu życia rodziny. Było to chwalebne zachowanie – Pojechaliśmy z Haliną do Olszyna nowym samochodem, kupiłem Volkswagena Golfa IV, było to wysokiej01.05.15 kiedysbylostac klasy auto w tamtych latach, następnie kupiliśmy multum różnych rzeczy, tak że auto było zapakowane pod sufit, pełen bagażnik, również tylna kanapa była pełna dóbr. Podczas drogi powrotnej miałem świetny humor, do momentu gdy Halinie zaczęły odchodzić wody. Jak mi zaczęła wyć w samochodzie, to spanikowałem - Miałem przez chwile dylemat, gdzie ją zawieść. Do Ostródy, czy zawracać do Olsztyna. Wybór padł na pierwszą opcję, Ostródę, ponieważ nie wymagało to zbytniego myślenia, wystarczyło jechać przed siebie – opowiada Grzegorz.

 

Koniec końców udało się dojechać do szpitala w Ostródzie. Grzegorzowi urodziła się zdrowa córeczka. Rok 1998 był dla niego najszczęśliwszym życiu, wygrana na loterii okraszona narodzinami ukochanej córki. Wtedy wszystko wyglądało pięknie, jednak w pewnym momencie coś poszło nie tak. Grzegorz z trudem przyznał się do tego, że to jego wina. Jako punkt zwrotny uważa moment w którym poszedł opijać narodziny w swojej córki, to wtedy, jak sam określa, mu odbiło – Spotkałem się z kilkoma znajomymi na mieście. Wypiliśmy kilka butelek pod blokiem, wśród znajomych byli moi znajomi z pracy, z młodości, wszyscy po kolei lubili wybić. Poszliśmy do restauracji ‘’Pod Turem’’. Pamiętam moment w którym wszedłem do restauracji i to tyle, następnie nic, pustka. Obudziłem się w domu. Płacz córki wwiercał mi się w głowę tak bardzo, że wyszedłem z domu zaraz po przebudzeniu, zachowywałem się jak dureń, nie rozumiałem, że płacz dziecka to najnormalniejsza rzecz pod słońcem – mówi.

 

Pieniądze zamieszały w głowie mężczyźnie, zaczął unikać swojej rodziny, ponieważ codzienne domowe życie i obowiązki były dla niego nudne, mało ekscytujące. Natomiast możliwość napicia się z kumplami i zrobienie ‘’interesu’’ to już zdecydowanie ciekawsze doznanie. Pieniądze które posiadał rozchodziły się w ekspresowym tempie, pojawili się również nowi ‘’przyjaciele’’ – Nikomu się nie chwaliłem skąd mam pieniądze, nie sądzę, aby ktoś po za Haliną i teściami wiedział o mojej wygranej. Zresztą, to bez znaczenia, po prostu, ludzie czuli, że mam pieniądze i że jestem głupi. Tak, nie mam problemów z przyznaniem tego, chciałem pokazać jaki jestem fajny i tak o to na tym wyszedłem (Grzegorz pokazuje swoje lokum). Pieniądze, które posiadałem szybko się rozchodziły, głownie na zakrapiane spotkania towarzyskie. Pamiętam jak pewnego razu zaczęliśmy pić ‘’Pod Turem’’, oczywiście pijąc na umór. Czteroosobowa grupa nagle powiększyła się o kilka więcej, m.in. podszedł do mnie stary znajomy, twierdząc, że kiedyś załatwił mi pracę w GS i wypadałoby mi postawić mu flaszkę, oczywiście zrobiłem to i nie tylko. Nagle restauracja ‘’Pod Turm’’ stała się dla nas za ciasna, zachciało nam się mocnych wrażeń, więc wybraliśmy się opłacaną przeze mnie taksówką do Gdańska, tam w klubie na Starówce narobiliśmy przysłowiowej trzody. Jeden ze znajomych zaczął obracać jakąś dziewczynę, źle trafił. Była to kobieta jakiegoś rosyjskiego biznesmena, dwóch jego goryli wyciągnęło kumpla na zewnątrz. Nawet fakt, że byliśmy mocno nagrzani nie spowodował, że nasze nogi trzęsły się mniej ze strachu. Jedyne co byliśmy w stanie zrobić, to prosić rusków, aby go zostawili, jednak oni nie okazali litości, najpierw stłukli nas, potem pastwili się nad nim. Nie wiem ile zębów mu zostało. Na pewno mniej niż więcej – ciężko wspomina Grzegorz.

 

Przeżycia o których mówił Grzegorz, nie były czymś niezwykłym w jego życiu. Ciągłe nie oszczędzanie się, wchodzenie w interesy z ludźmi, którzy chcieli się na nim wzbogacić, pogrążały go w sposób okazały, teraz jak na to wszystko patrzy, to rozumie jak głupi był i jak jego umysł był stłumiony alkoholem – Wchodziłem w najróżniejsze biznesy. Inwestowałem w transport używanych aut z Niemiec, dzierżawiłem duże połacie pól w celu hodowli kapusty, która potem gniła. Zapomniałem, zapomniałem o tym, że należy zebrać kapustę. Już samo to pokazuje w jakiej kondycji był mój umysł. Cholera, nawet nie śledziłem ile mam na koncie – ciągnie swą historie.

 

Niepowodzenia w interesach, nieprzerwalny problem z alkoholem czy ogólne stoczenie umysłowe, mimo posiadania pieniędzy nie było w stanie pokazać Grzegorzowi gdzie się znajduje. Zrozumiał to, gdy wrócił do domu kilka dni przed Bożym Narodzeniem, tam napotkał puste pułki, bez rodzinnych zdjęć. Natomiast w sypialni na łóżku nie było pościeli. Wtedy do niego dotarło, że rodzina go opuściła. Na ten smutny fakt nie zareagował prawidłowo – Ciężar był zbyt wielki, załamałem się nerwowo. Po tamtej nocy mój życiorys to jedna wielka nicość, nie wiele mogę wam o opowiedzieć o tym jak żyłem przez te wszystkie lata. Jest to duży wstyd dla mnie, a po za tym moje życie było monotonne, ciągle tak samo spędzane dni. Nie trudno się domyśleć jak roztrwoniłem wszystkie pieniądze. Najgorsze jest, to, że nawet nie wiem kiedy to się stało. Naprawdę nie wiem – zastanawia się.

 

Przez 17-ście lat Grzegorz żyje w ubóstwie. Już od dawna nie ma kontaktu z rodziną, a przyjaciele zniknęli. Złą sytuację Grzegorza potęguje jeszcze problem z układem krwionośnym. Nie zostało mu praktycznie nic z dawnego majątku, na własność ma jedynie stare mieszkanie po matce. Jednak co najbardziej zastanawia w Grzegorzu jest siła jaką znalazł, żeby po wielu latach podążania ku dnu, zatracania szansy jaką dał mu los, spróbować jeszcze raz – Nie sądzę, żeby zostało mi wiele życia, za mocno zniszczyłem mój organizm w ostatnich latach. Pragnę je przeżyć jak człowiek mający cel. Pracuję teraz dla miasta, sprzątam ulice. Kiedyś był by to dla mnie powód do wstydu, teraz mam to gdzieś. Chcę zobaczyć jeszcze choć raz moją córkę…

Po każdej przegranej można się podnieść, nawet po druzgoczącej klęsce. Pozostaje trzymać kciuki za Grzegorza, niech zobaczy swą córkę, tak jak sobie wymarzył.

 

Osk

Lato to czas urlopów, wakacyjnych wyjazdów i… wzmożonej działalności oszustów, którzy ciągle doskonalą swoje umiejętności i techniki.

Od lat różni naciągacze stosują tzw. metodę „na wnuczka”. Ofiarami najczęściej stają się ludzie starsi, których łatwiej przestraszyć i którzy są bardziej podatni na manipulacje. Często taka osoba zostaje wybrana po prostu z książki telefonicznej na podstawie imienia sugerującego, że należy ono do człowieka w podeszłym wieku. Cały proceder zaczyna się od rozmowy telefonicznej, w której oszust podaje się za kogoś bliskiego z rodziny. Cwaniacy kierują rozmową tak, aby oszukiwana osoba sama podała np. imię i inne dane nadające wiarygodność jej nieszczeremu rozmówcy.

Wahałem się jakiś czas czy podjąć ten temat w felietonie. Długo mnie to męczyło. Gdybym tego nie zrobił, to tak jak nie wyciągnięta drzazga, po jakimś czasie podejdzie ropą a wtedy są większe problemy, czyli miałbym wyrzuty sumienia, że nie zająłem stanowiska. Rzecz dotyczy głośnej ostatnio u nas sprawy – przebudowy DK-7.

 

Dalsza część felietonu w czwartkowym wydaniu Naszego Głosu.
Zapraszam. Wojtek Szymaniak

W ostatnich dniach w kraju odnotowano wiele przypadków zatrucia narkotykami, tzw. dopalaczami. Do szpitali trafiły osoby z ostrym zatruciem organizmu. Apelujemy i ostrzegamy, aby nie kupować i nie zażywać takich substancji. Producenci i sprzedawcy dopalaczy kierują się przede wszystkim zyskiem, za nic mając ludzkie życie. Sprzedając dopalacze – sprzedają śmierć! Masz wątpliwości czy Twoje dziecko zażywa dopalacze? Chcesz dowiedzieć się więcej na temat możliwości leczenia? Wiesz wszystko o negatywnych skutkach tych niebezpiecznych substancji? Masz informacje o miejscach, w których handluje się zakazanymi środkami? Jesteś uzależniony? Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowało listę numerów telefonów pod którymi można szukać pomocy.

 

Tylko szczęściu można zawdzięczać pomyślny finał porodu, którego bohaterką była 31-letnia kobieta. Mogło się zdarzyć, że powtórzyłby się scenariusz tragicznego zdarzenia, jakie miało miejsce trzy lata temu gdzieś w Polsce.

Inne

loading...