budocentrum wiz 480

Sytuacja po wyborach przypomina poniekąd lot samolotem. Mamy pilotów w postaci Starostów, Wójtów, Burmistrzów, mamy kontrolę lotu w postaci radnych. I oczywiście jesteśmy my – pasażerowie, którzy kupili bilet w kampanii na rejs w określonym kierunku. Zarówno piloci jak i kontrolerzy otrzymują wynagrodzenie z pieniędzy, które wydaliśmy na zakup biletu. W przypadku samorządów są to płacone przez nas, nierzadko okupione wieloma wyrzeczeniami, rozmaite podatki.

 

 

Często się oburzamy, widząc zdjęcia z kolejnej uroczystości przecinania wstęgi na wyremontowanej drodze, szkole czy zbudowanych ścieżkach rowerowych (choć na zakończenie budowy tych w Ostródzie, pomimo upływu terminu jeszcze chwilę musimy poczekać). Nie raz słyszałem: - Czym oni się chwalą, to ich obowiązek! Albo: - To i tak za nasze pieniądze powstało. Dlaczego zrobili drogę X zamiast Y? Dlaczego lecimy nad Grenlandią, a nie nad Wyspami Kanaryjskimi?

Dowodzi to tylko tego, do czego trudno nam się przyznać. W trakcie lotu (kadencji) mamy niewielki wpływ na to, jak on przebiega, jednak gdy szczęśliwie lądujemy – jesteśmy wdzięczni pilotowi i załodze za to, że dotarliśmy do celu. Następnym razem także chętniej wybierzemy się w podniebny (czy też – samorządowy) rejs z daną załogą. 

Z okien naszego samolotu widać już zbliżające się lotnisko, czyli koniec kadencji w samorządach. Czasu na przesiadkę będzie jednak niewiele, bo pas przeznaczony do lądowania właśnie zamienia się w pas startowy. Z niego, do kolejnego – trwającego tym razem 5 lat – lotu, będzie starało się wzbić wielu. Znajdą się wśród nich i oblatani, doświadczeni piloci i nowicjusze, którzy wreszcie wyprosili wieżę kontrolną (matkę-partię) o zgodę na kołowanie, spełnienie dziecięcych marzeń o zostaniu pilotem. Niektórzy w międzyczasie zapomną o wydarzeniach z Teneryfy sprzed kilkudziesięciu lat i nie wyciągną z niej należytych wniosków. Największa w historii katastrofa lotnicza wydarzyła się, gdy do startu szykowało się zbyt wiele samolotów naraz. Kontrolerzy przez zamglone szyby wieży nie byli w stanie dostrzec zbliżającego się zagrożenia, piloci zbagatelizowali możliwe problemy a do tego wszystkiego doszły potężne problemy z komunikacją między stronami tej tragedii. Brzmi znajomo?

Dobra, miejmy jednak znacznie bardziej miękkie lądowanie niż start w 1977 roku i przejdźmy do meritum sprawy. Jak Wam się w ogóle leciało? Czy lotnisko docelowe okazało się tym samym, które dostaliśmy 4 lata temu w programie lotu? Czy – mówiąc już bez rozbudowanych metafor – stan naszej gminy, miasta i powiatu jest lepszy niż przed startem w kończącą się czterolatkę? Czy budżety jednostek samorządowych są równie pełne jak kieszenie jego przywódców (wystarczy spojrzeć w oświadczenia majątkowe – 90% ostródzian może jedynie pomarzyć o takich kwotach na koncie)?

Zachęcamy Was do współtworzenia podsumowania naszej podróży lotniczo-samorządowej wraz z nami! Podzielcie się opinią o pilotach – wójtach, burmistrzach, starostach czy radnych. Były turbulencje, czy od startu do przyziemienia było lekko, łatwo i przyjemnie? Piszcie na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Oczywiście – zapewniamy pełną anonimowość! 

Już niebawem pierwszy artykuł z naszej lotniczej serii. Będzie w nim i o locie starosty, i o butach wójta, które przyleciały z końca świata i o parku Brzezina – czyli o najważniejszych inwestycjach (lotach) w tej kadencji. 

GM

 Kolejny artykuł z tej serii: Miękkie lądowanie starosty – samorządowiec, który doszedł (doleciał) do celu

Dodaj komentarz

1

Kod antyspamowy
Odśwież