Łukta – niewielka miejscowość, w której zazwyczaj życie płynie spokojnie, zyskała w tym tygodniu status centrum lokalnej sensacji. Wszystko za sprawą jednego kawosza, jego wiernej Skody oraz partnerki, która okazała się mieć nieco więcej na głowie niż tylko czekanie na parkingu.
Nasz bohater, 35-latek z Olsztyna, postanowił wcielić w życie plan, który spokojnie mógłby konkurować z najlepszymi scenariuszami komedii kryminalnych. Jego cel? Lokalne supermarkety, a dokładnie ich strategiczny asortyment: kawa i alkohol. Czy chciał zaimponować partnerce, czy po prostu przygotowywał się na długie, zimowe wieczory – tego nie wiemy. Wiemy jednak, że suma jego „zakupów” wyniosła ponad 1800 złotych. To naprawdę sporo kofeiny i wódki – albo szykująca się na niezapomnianą imprezę para, albo desperat, który nie wyobrażał sobie poranka bez filiżanki kawy.
Pracownicy ochrony marketu w Łukcie, którzy zauważyli, że mężczyzna regularnie opuszcza sklep z pełnym koszem, ale bez paragonu, postanowili działać. W środę, 11 grudnia, zareagowali błyskawicznie, zatrzymując mężczyznę, zanim zdążył opuścić teren sklepu. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, szybko zorientowali się, że nie był to pierwszy raz, gdy ten sklep padł ofiarą złodzieja. Analiza monitoringu wykazała, że mężczyzna „upodobał” sobie ten konkretny market i regularnie wynosił z niego swoje ulubione produkty.
Na miejsce swoich „misji” nasz antybohater przyjeżdżał wiernym autem – Skodą, której legalność była równie podejrzana, co jego działania. Brak badań technicznych, brak ubezpieczenia OC – oto lista grzechów tej czeskiej maszyny. Mówiąc krótko, Skoda była tak samo gotowa do drogi, jak jej właściciel do życia zgodnego z prawem. Bo oczywiście uprawnień do jej prowadzenia złodziejaszek również nie posiadał.
Najbardziej romantyczny element tej historii? Partnerka złodzieja, która czekała na niego w samochodzie podczas jego „zakupowych” eskapad. Okazało się, że kobieta również miała swoje tajemnice – była poszukiwana za niezapłaconą grzywnę, która groziła jej 10-dniowym aresztem. To ryzyko nie stanowiło jednak przeszkody w jej udziale w tej misji.
Czy ta historia nie jest dowodem na to, że miłość nie zna granic? A może przypomnieniem, że kawa bywa warta każdego ryzyka? W tym przypadku nawet 5 lat odsiadki.
