Pamiętacie jeszcze beztroskę, z jaką przeżywaliśmy dzień za dniem jeszcze półtora miesiąca temu? Wszystko zmieniło się nie do poznania na początku marca, gdy Ministerstwo Zdrowia powiedziało to, co baliśmy się wziąć pod uwagę, jednak podświadomie wiedzieliśmy, że w końcu nadejdzie. „Koronawirus jest w Polsce”, te słowa wraz z „pacjentem zero” sprawiły, że raptem w ciągu kilkunastu dni musieliśmy przewartościować nasze życia.
O samym wirusie z Wuhan, który rozsadził w posadach świat, w którym żyjemy, wiemy już naprawdę dużo. Informują o nim wszystkie najważniejsze portale, więc nie czas i miejsce na to, by na tapetę brać ten temat pod względem medycznym. Podjęliśmy się jednak małej analizy tego, w jaki sposób COVID-19 wpłynął na nas – ludzi, przeciętnych zjadaczy chleba, którzy mieli i mają swoje radości, smutki, plany i niepokoje, które w zdecydowanej większości musiały zejść na drugi plan. Przedstawione poniżej historie są prawdziwe, jednak zgodnie uznaliśmy, że z racji tego, że sytuacje są czasami mocno intymne, postanowiliśmy zmienić imiona ich bohaterów.
Adam, 31 lat, mieszkaniec gminy Ostróda, kierowca
– Pracuję na co dzień poza miastem w firmie transportowej. O tym, że szykują się kłopoty mówiło się już w połowie lutego. Nas dotknęło to tak naprawdę mocno po zamknięciu granic. Zleceń jest znacznie mniej, a jak nie jeździmy, to nie zarabiamy. Część kolegów pracuje, ale ja nie jeżdżę od blisko dwóch tygodni, jestem w domu i nadrabiam czas, którego wcześniej nie mogłem do tej pory spędzić za dużo z rodziną. Na razie dajemy radę, mamy odłożone jakieś środki, kilka miesięcy przetrwamy. Żona jest nauczycielką, więc dostaje pełne wynagrodzenie. Strach o przyszłość jest jednak duży, bo nie wiemy, jak epidemia zmieni Polskę i Europę. Poza moją dotychczasową pracą bardzo lubię majsterkować, więc rozważam w razie czego zmianę pracy. Trzeba zacisnąć pasa i uważać na siebie, a później… później jakoś to będzie. Musimy dać radę.
Marek, 28 lat, Ostródzianin, przedstawiciel handlowy
– Na co dzień zajmuję się pracą przedstawiciela handlowego w branży medycznej, która bardzo mocno odczuwa już teraz kryzys. Mam umowę tylko do końca kwietnia i jeśli sytuacja się nie uspokoi do tego czasu, to pewnie mi jej nie przedłużą. Na razie jestem na przymusowym urlopie. Rozumiem mojego pracodawcę, bo też pewnie wiecznie bym nie płacił ludziom za to, że nic nie robią. Ale bardzo boję się o swoją przyszłość. Niedawno moja żona urodziła i nie pracuje, mamy kredyt, rodzice prowadzą własny biznes i też obecnie ledwo wiążą koniec z końcem. Czekam na pomoc od państwa z nadzieją, że coś się poprawi.
Andrzej, 44 lata, Ostródzianin, przedsiębiorca
– Prowadzę małą firmę, w której zatrudniam 3 osoby. Odczuwamy kryzys bardzo mocno, obroty spadły nam o 50% w marcu, a w kwietniu będzie pewnie jeszcze gorzej. Nie chcę zwalniać pracowników, ale jeśli do maja nie będzie lepiej, to będę musiał pożegnać się z jedną albo dwiema dziewczynami.
Anna, 37 lat, Ostródzianka, pracownica sklepu
– Mam bardzo duży kontakt z ludźmi, bo pracuję w dużym markecie. Codziennie przewijają się setki, jeśli nie tysiące osób. Denerwuję się, jak ktoś przychodzi do nas i kupuje tylko kilka bułek albo czteropak piwa. To nie czas na takie małe zakupy, teraz powinno się kupić raz a dobrze i siedzieć w domu. Czy boję się tej sytuacji? Jasne, że tak. Sklep zapewnił nam środki ochrony, ale nie ma ich zbyt wiele, poza tym zawsze jest jakieś ryzyko. Też jesteśmy na froncie, ale o nas mało się mówi i raczej nikt nie chce nas wspierać. A w domu czeka mąż i dwójka dzieci, co, jeśli ich pozarażam?
Ryszard, 67 lat, Ostródzianin, przedsiębiorca
– Zatrudniam blisko 40 osób. Połowa na urlopach, druga połowa pracuje, ale w znacznie ograniczonym zakresie. Wciąż czekam na konkrety ze strony państwa, bo póki co to są puste słowa i deklaracje. Nie boję się samego wirusa, ale raczej tego, co czeka gospodarkę, jeśli szybko go nie zwalczymy.
Halina, 73 lata, Ostródzianka, emerytka
– Jestem na emeryturze, nie boję się o siebie, ale raczej o moje wnuki i dzieci, które muszą pracować. Rodzina troszczy się o mnie, to mnie bardzo cieszy. Dzwonią, córka nauczyła mnie korzystać ze Skype’a i widzimy się na filmach. Ja staram się nie wychodzić, tyle co wyrzucę śmieci i odbiorę od córki zakupy. Tylko te święta mnie martwią, że będziemy osobno siedzieć w mieszkaniach.
Maks, 19 lat, mieszkaniec Gminy Ostróda, uczeń
– W tym roku miałem pisać maturę, ale czy to dojdzie do skutku, tego nie wiem. Nie wiedzą tego też nauczyciele. Boję się, że może nam przepaść cały rok a przynajmniej jego duża część. Co do wirusa, to trochę się bałem jak miałem gorączkę przez 2 dni, ale wszystko minęło i od tygodnia czuję się dobrze. Staram się być odpowiedzialny i od prawie dwóch tygodni nie wyszedłem w ogóle z domu, to męczące nie tylko dla mnie, ale i dla rodziców i małej siostry, dużo się kłócimy, ale jakoś musimy dać radę. Wszyscy mówili też o tym, że wakacje po maturze to najlepszy czas w życiu, ja jakoś tego póki co nie czuję, wątpię czy będzie w tym roku tak, jak mówią.
Alicja, 39 lat, Ostródzianka, fryzjerka
– Do ubiegłego tygodnia było jeszcze okej, ale jak zakazano nam pracować, to zrobiło się nieciekawie. Mój mąż ma swoją firmę i też ma kłopoty. Nie odłożyliśmy wielkich pieniędzy na czarną godzinę i teraz – nie ukrywam – boimy się o przyszłość. Mimo tego nie jeżdżę do klientek na strzyżenie w domu, chociaż mnie o to proszą, bo wiem, że trzeba być ostrożnym. Ale ile tak wytrzymam, tego nie wiem.
Marta, 44 lata, Ostródzianka, pielęgniarka
– Nie pracuję w szpitalu w Ostródzie, więc nie mam bezpośrednio do czynienia z pacjentami zarażonymi koronawirusem, ale strach i tak jest. Służba zdrowia jest bardzo niedoinwestowana, musimy radzić sobie nie tylko z pacjentami, ale i z brakami w sprzęcie. Może dzięki wirusowi ludzi zrozumieją, że nasza praca jest naprawdę trudna i należy nam się chociaż odrobina szacunku, którego do tej pory nie dostawaliśmy. Bardzo dziękuję tym, którzy doceniają nas już teraz. Bez pomocy zwykłych ludzi nasza praca byłaby w tym momencie nie do zniesienia!
Jak widać, ile głosów, tyle różnych opinii. Przeważa jednak obawa przed tym, co będzie jutro, pojutrze, za miesiąc i rok. Mniej boimy się chyba samego wirusa, jak sytuacji ekonomicznej i społecznej w kryzysie i po jego zakończeniu. Mimo wszystko w większości z nas koronawirus otworzył serca i często niespotykane dotąd pokłady empatii, zrozumienia i chęci pomocy innym.
Ostródzianie dzielą się posiłkami z lekarzami i pracownikami szpitala, szyją maseczki, bezinteresownie pomagają starszym i chorym. W zdecydowanej większości stosujemy się do trudnych zaleceń rządu, nie wychodzimy z domu bez potrzeby, uważamy na siebie i bliskich. Zaczynamy też doceniać czasy, w których mieliśmy po prostu „święty spokój”, w których największym zmartwieniem był wybór miejsca do wyjazdu na wycieczkę, menu świątecznego obiadu czy kolor, na jaki pomalujemy ścianę w pokoju.
Bądźmy dla siebie dobrzy, miejmy w sercach drugiego człowieka, starajmy się pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. Tylko tyle i aż tyle. Razem uda nam się przetrwać!