Nasz Głos Ostróda

Piszemy o tym, co nas boli, co nas cieszy. O tym, co dla nas, mieszkańców Ostródy i okolic, jest ważne, o tym co nas interesuje.

Samorząd

Poznajcie Borysa. To on rządzi w Domu Kultury w Miłakowie!

Kot mieszkający w domu to nic nadzwyczajnego. Kot mieszkający w Domu Kultury to dopiero coś! Zainteresowała nas historia Borysa. Mruczek od jakiegoś czasu mieszka w Miłakowskim Domu Kultury. Jego historia chwyta za serce, bo zwierze potrzebowało pomocy i ją znalazło. Mieszkańcy na tyle go pokochali, że sami dostarczają mu smakołyki. Odwdzięcza się mruczeniem podczas zajęć prowadzonych w placówce.

Nie wiadomo, skąd się wziął, ale pewnego grudniowego dnia po prostu wszedł. Jakby tu należał. Chudy, brudny, z trzema śrutami pod skórą – życie go nie rozpieszczało. Ale Borys nie narzeka. Stoickim spokojem znosił weterynarza, szczepienia i kąpiele, rozumiejąc, że czasem człowiekowi trzeba dać się pomóc. Teraz jest już okrągły, dostojny i – co najważniejsze – u siebie.


Nikt się po niego nie zgłosił, więc został. Bez pośpiechu wędruje korytarzami Domu Kultury, jakby wszystko już widział i nic nie mogło go zdziwić. Cierpliwie przyjmuje zachwyty, głaski i uściski – ludzie tego potrzebują, więc pozwala im się nacieszyć. Ale z umiarem. Godność zobowiązuje.


Ma swoje obowiązki. Liczy dzieci przychodzące na zajęcia, pilnuje biblioteki, z dystansem słucha problemów pani Grażynki z księgowości, sprawdzając, czy kasa się zgadza. Podczas zebrań wędkarzy siedzi na kolanach, bo ceni ludzi cierpliwych, którzy rozumieją, że na najlepsze rzeczy w życiu trzeba poczekać. Podczas szydełkowania pań z Koła Gospodyń Wiejskich kokietuje nienachalnie – zawsze coś smacznego spadnie.
Muzyka? Uwielbia. Najchętniej śpi w sali prób grupy teatralnej – nawet najmocniejsze dramaty nie są w stanie zakłócić jego drzemki. Występy Warmianek? Czysta przyjemność. Dziecięce śpiewy? Niech śpiewają, skoro to ich cieszy.


Mieszkańcy się o niego troszczą. Sklep mięsny podrzuca rarytasy, dzieci przynoszą karmę, ktoś zawsze pamięta o żwirku. Zbieramy teraz na jego kastrację – choć on sam podchodzi do tej sprawy z filozoficznym dystansem.
Borys przeszedł swoje, ale teraz ma dom. Nie prosił o niego, nie zabiegał, po prostu… był. A czasem to wystarczy, żeby zostać pokochanym. Czyż to nie najlepsza życiowa strategia?

Agnieszka Karłowicz