Praca Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemicznej w Ostródzie niewątpliwie zmieniła się od marca tego roku, gdy wykryto w Polsce pierwsze zakażenia wirusem Sars-Cov-2. O to, jak to wygląda obecnie w Ostródzie, na co musimy zwrócić uwagę i inne zagadnienia związane z epidemią zapytaliśmy Dyrektora ostródzkiego Sanepidu – Zdzisława Sokołowskiego.
Nasz Głos – Jak zmieniła się praca ostródzkiego Sanepidu od marca, czyli od pierwszych przypadków zakażenia wirusem Sars-Cov-2 w Polsce i powiecie ostródzkim?
Zdzisław Sokołowski – Praca nasza zmieniła się diametralnie. Do końca lutego była to normalna działalność inspekcji sanitarnej. Polegała na działalności kontrolno-zapobiegawczej i działalności promocyjnej, czyli takiej, jaka jest wpisana w ustawie i statucie inspekcji sanitarnej i czym ona powinna się zajmować. Natomiast od marca jesteśmy na etapie pracy nad możliwością zakażenia i przenoszenia zakażeń, a także zapobieganiu zakażeniom związanych z koronawirusem. I ten moment – środek marca – to była zmiana systemu pracy inspekcji sanitarnej.
Ten pierwszy okres – do czerwca był trudny, głównie jeżeli chodzi o obsługę wszystkich klientów i osób zainteresowanych działalnością prewencyjną. Jeśli chodzi o zakażenia, w tym czasie mieliśmy 14 przypadków. Jednak był to okres związany z przyjazdem wielu osób z zagranicy i kwarantanną graniczną, która została zniesiona w czerwcu. Bardzo wiele osób miało pytania odnośnie tej kwarantanny – jak ona wygląda, dlaczego jest tak a nie inaczej prowadzona. Pytania dotyczyły także wymazów. Mieliśmy mnóstwo telefonów z zapytaniem na różne tematy.
Pracowaliśmy w systemie stacjonarnym, ale również popołudniowym. Ja sam mam telefon alarmowy, który jest czynny 24 godziny na dobę przez siedem dni tygodnia. I tych telefonów alarmowych o różnej porze dnia i nocy też było bardzo dużo. Np. takie, że przewieziono do szpitala osobę z podejrzeniem zakażenia koronawirusem i co teraz zrobić ze szpitalem, a to, że policja interweniowała w pewnym przypadku i czy ci policjanci mogą wrócić do pracy, czy jak długo trzeba czekać na wynik. Niektórzy spędzali po kilkanaście godzin czekając na niego. Zdarzały się też osoby wyrzucone z autobusu, bo miały kaszel, były osoby uciekające ze szpitala – w każdej takiej sytuacji trzeba było podjąć interwencję.
– Jak to wygląda teraz?
– Od kilku miesięcy jest to bardzo intensywna praca związana ze wzrostem zachorowań. Osoby, które pracują w inspekcji sanitarnej w większości zajmują się tylko tym. Także, jak wcześniej, jest to praca popołudniowa, polegająca na wykonywaniu telefonów do osób z podejrzeniem zachorowania i zachorowaniem. To również analiza wyników, które otrzymujemy między godz. 20:00 – 24:00, czasem nawet później. Wszystkie wyniki trzeba przyjąć, poznać. Jeżeli to możliwe, musimy obdzwonić osoby zarówno z wynikiem dodatnim, jak i ujemnym. Tych wyników jest 60, czasem 80, czasem więcej. W ostatnim czasie mamy bardzo dużo osób z wynikiem dodatnim – od kilkunastu do kilkudziesięciu dziennie. Po każdym dodatnim wyniku musimy zbadać kwestię styczności z tą osobą – to znów od kilku do kilkudziesięciu osób. Z każdą taką osobą trzeba indywidualnie porozmawiać i ocenić, czy to jest osoba nadająca się do kwarantanny czy też może być wprowadzony nadzór. Dla każdej z nich trzeba napisać decyzję. To jest ogrom pracy.
– Niektórzy skarżą się, że ciężko się do Was dodzwonić…
– Bardzo przepraszam, jeśli dodzwonić się do nas jest trudno. Na każdy telefon, który jest zarejestrowany, oddzwaniamy. Nie zawsze możemy to zrobić od razu, ale oddzwaniamy. Każda osoba, która do nas dzwoni, dzwoni z problemem dla siebie najważniejszym, bo dotyczy jego. My to rozumiemy. Dlatego każdą sprawę musimy rozważyć z poszanowaniem człowieka, ze szczególną uwagą, dużą ostrożnością. Natomiast tych telefonów nierzadko jest 50-100 dzienne. Nie każdemu możemy poświęcić tyle czasu, ile by chciał. Jednej osobie wystarczy pięciominutowa rozmowa, za to innej pół godziny nie wystarczy. To zależy od człowieka. My staramy się być możliwie cierpliwi dla każdej osoby, możliwie wyczerpująco odpowiedzieć. Czasem może się to wiązać dla kogoś z pewnym niedosytem informacji, jednak ja już na to nie mam wpływu.
– Czyli w okresie od marca do czerwca głównie informowaliście, a w tej chwili zajmujecie się obsługą przypadków zakażonych, testami i decyzjami dotyczącymi kwarantanny?
– Wcześniej każda kwarantanna i izolacja kończyły się wynikami – w przypadku osoby dodatniej musiały być 2 wyniki ujemne, by zwolnić ją z nadzoru sanitarnego, w przypadku kwarantanny musiało być wykonywane badanie zarówno dla osób objętych kwarantanną graniczną jak i osób objętych kwarantanną zarządzoną przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Od 2września zmieniły się przepisy. Osoba, która ma wynik dodatni, podlega hospitalizacji lub izolacji w izolatorium albo w warunkach domowych. Taka osoba jest zwalniana po 10 dniach, jeżeli nie ma objawów chorobowych oraz po minimum 13 dniach, jeżeli te objawy chorobowe występują. W tym drugim przypadku ostatnie 3 dni izolacji powinny być bez objawów chorobowych, w związku z tym ten czas może być dłuższy niż 13 dni, w zależności od tego, kiedy objawy ustąpiły. Jednak teraz nie wykonuje się już badań na zakończenie izolacji i kwarantanny. Badania są w tej chwili wykonywane tylko u osób, które mają objawy chorobowe, objawy te pojawiły się podczas pobytu na kwarantannie, ewentualnie wtedy, jeżeli są objawy i lekarz rodzinny zleca przeprowadzenie badań. Więc wyniki dodatnie są wykrywane od tych osób.
Większość przypadków, jakie obecnie mamy, nie dotyczą konkretnych zbiorowisk typu wesela, przyjęcia rodzinne itd., tylko są to przypadki rozproszone. Teraz mamy tę nieszczęśliwą sytuację, że okres jesienny sprzyja infekcjom różnego rodzaju górnych dróg oddechowych, do tego występują zakażenia koronawirusem, gdzie objawy są bardzo podobne. Wobec tego każda osoba, która zdradza objawy ze strony górnych dróg oddechowych, jest kierowana przez lekarzy rodzinnych na badania. I te badania w dużym procencie, od 30 do 50% potwierdzają zakażenie koronawirusem. Później wszystko trafia do obróbki sanepidowskiej. Ustalamy kontakty, drogi szerzenia się zachorowania, jakie osoby mogą być narażone na zakażenie. Generalnie lekarz zajmuje się osobą chorą i pomocą osobie chorej, a my zajmujemy się kontaktami.
– Jak Pan powiedział, w tej chwili nie wykonuje się testów na zakończenie izolacji i kwarantanny, jeśli nie występują objawy chorobowe. Czy mamy stuprocentową pewność, że taka osoba nie zaraża?
– Stu procentowej gwarancji nigdy nie ma, bo to jest biologia. W biologii nie ma stuprocentowej gwarancji czegoś tam – jest tylko kwestia analizy epidemiologicznej. Według wszelkich danych epidemicznych oraz Światowej Organizacji Zdrowia, która określiła w maju tego roku standard postępowania odnośnie zakażeń koronawirusem, po 10 dniowym okresie bezobjawowym w zdecydowanej większości przypadków (ponad 90%) wirus staje się nieaktywny i nie jest w stanie wywołać zakażenia u innej osoby. Człowiek wydala jeszcze cząstki wirusa, ale są one martwe i nie są w stanie zakazić. Tak samo po okresie objawowym, jeśli mamy 3 dni bez objawów chorobowych, to też w bardzo dużym procencie te osoby nie są w stanie zakazić innych.
Możliwość zakażania innych osób jest inna w okresie objawowym i inna w okresie bezobjawowym. Okres bezobjawowy daje dużo mniejsze prawdopodobieństwo zakażenia człowieka niż osoba, która zdradza objawy chorobowe i styka się z osobą wrażliwą na zakażenia. Wtedy możliwość przenoszenia zakażeń wirusowych znacznie wzrasta.
– Jak możemy zmniejszyć ryzyko zakażenia się koronawirusem?
Generalna zasada jest taka, że chorzy nie idziemy do pracy, nie idziemy do szkoły. Do społeczeństwa wychodzą tylko osoby zdrowe. I to jest pierwsza nić prewencji – w ten sposób unikamy transmisji zakażeń z osoby chorej na osobę wrażliwą na zakażenie. Musimy o tym wszędzie pamiętać. Czyli obowiązują dystans, maseczki, dezynfekcja. Również dotyczy to osób, które funkcjonują w przestrzeni publicznej – głównie w przestrzeniach zamkniętych. Jeżeli mamy nosić maseczki, to je nośmy. Jeżeli ja stosuję barierę mechaniczną, jaką jest noszenie maseczki i inna osoba stosuje barierę mechaniczną, jaką jest noszenie maseczki, prawdopodobieństwo zakażenia drastycznie spada. Nigdy nie chroni w stu procentach, ale znacznie zmniejsza ryzyko.
W ten sposób okazujemy swoją dbałość o inne osoby, które z nami funkcjonują w przestrzeni publicznej – również o swoich rodziców, swoich dziadków. My być może przejdziemy zakażenie bezobjawowo, szczególnie ludzie młodzi, ale może to nie dotyczyć naszych rodziców, naszych dziadków, którzy mogą to przejść w sposób kończący się zgonem. Do chwili obecnej w naszym powiecie mamy drugą najwyższą liczbę zgonów w województwie. To bardzo dużo.
Przestrzegam – zachowajmy rozsądek i nie bądźmy egoistami. Nie noszenie maseczek wydaje mi się pojęciem nierozważnym w stosunku do osób, które mogą być narażone – rodziców, dziadków, osób, które mają niższą odporność albo są obciążone chorobami, np. nowotworowymi lub mają problemy zdrowotne innego rodzaju. Być może my przejdziemy to zakażenie bezobjawowo, ale inni mogą tego szczęścia nie mieć. Ja sam mogę tego szczęście nie mieć, więc bardzo proszę o rozwagę.
– Są ludzie, którzy negują istnienie zagrożenia zakażenia koronawirusem i wywoływanej przez niego choroby.
– Zakażenia wirusowe szerzą się niezależnie od naszych poglądów. Wirus nie przejmuje się poglądami – każdego może dotknąć, u każdego może wystąpić, u każdego spowodować zakażenie. Od tego, jakie ja mam przekonania, nie zależy mój stan zdrowia. Natomiast są osoby w każdej grupie zawodowej i przy każdym problemie ogólnospołecznym, które będą negowały pewne sposoby działania. Do takiej osoby można tylko przemawiać, powtarzać, a najlepiej stosować się do nakazów i zakazów, która są objęte rozporządzeniem. Nie każdy musi być alfą i omegą w każdej dziedzinie. Niestety są tacy, którzy uważają, że są najmądrzejsi na świecie – są mądrzejsi od profesorów, naukowców, od osób, które ustalają pewnego rodzaju sposób postępowania. Ja się staram przestrzegać i respektować wszelkie zaostrzenia, jakie są, w trosce o własne zdrowie, swoich pracowników i osób mi bliskich.
– Mamy przykład w Domu Pomocy Społecznej w Szyldaku, gdzie często przebywają osoby bardziej narażone na ciężki przebieg choroby wywoływanej przez koronawirusa. W ciągu 3 tygodni zmarło tam 7 osób.
– W DPS-ie nie są umieszczane osoby zdrowe, tylko z jakimiś obciążeniami. Nie są one w stanie wygenerować odporności na odpowiedni poziomie, żeby nie ulec zakażeniu. Także środowisko jest sprzyjające rozprzestrzenianiu się wirusa – wszyscy są zgromadzeni na niewielkiej przestrzeni. Dlatego takie miejsca powinny być szczególnie chronione. Mimo tej ochrony nie daje to gwarancji pełnego zabezpieczenia i wobec tego od wszystkich nas powinniśmy wymagać takiego rozsądnego sposobu postępowania. W tej chwili sytuacja w DPS-ie jest już opanowana i nie mamy tam właściwie nowych zakażeń.
– Czyli należy zachować zdrowy rozsądek.
– Zawsze trzeba stosować zdrowy rozsądek. Tak postępować, by narażenie innych osób było jak najmniejsze.
– Ja wygląda sytuacja z grypą? W tym okresie z reguły było już dużo chorych.
– Wszelkie działania związane z ochroną przed zakażeniem koronawirusem stanowią również prewencją przed innymi chorobami wirusowymi, także z grypą. Maseczki i dystans powodują znacznie mniejsze ryzyko przeniesienia grypy. Na razie w powiecie są to pojedyncze przypadki. Szczyt zachorowań na grypę przypada z reguły w pierwszych miesiącach roku kalendarzowego – w lutym, marcu.
– Wracając do Waszej pracy, pracujecie właściwie 24 godziny na dobę.
– Tak właśnie teraz pracujemy. Staramy się odpowiadać na telefony i udzielać wszystkich informacji – niezależnie od obciążeń. Nas będą rozliczać głównie ze sposobu i działań, które zostały podjęte, a nie z tego, czy mamy czas wolny czy też go nie mamy. Staramy się działać w dobrej wierze, tak, jak potrafimy najlepiej. Miejmy nadzieję, ze to wystarczy.
– W jaki sposób można zasięgnąć informacji bądź z sanepidem się skontaktować?
– Staramy się odpowiadać na każde pytanie, które do nas dociera i na każde pytanie udzielić odpowiedzi. Można dzwonić z różnymi sprawami odnośnie koronawirusa. Jest również strona infolinii, którą można wykorzystać i na której można zadawać pytania. Można też się z nami kontaktować drogą mailową. Jesteśmy teraz bardzo intensywnie zaangażowani w opracowanie ognisk zakażeń, wszystkich przypadków dodatnich, która do nas trafiają, a także objęciem osób w styczności nadzorem lub kwarantanną, co absorbuje naszą pracę maksymalnie. Zajmujemy się wszystkimi tymi przypadkami, ale również odpowiadamy na różne wezwania i odpowiadamy na zapytania. Ja nie klasyfikuję, czy pytania są mniej lub bardziej poważne – na każde staramy się odpowiedzieć.
– Co chciałby Pan dodać na koniec?
– Chciałbym podziękować moim pracownikom. Ta praca, którą oni generują i wykonują w tej chwili, nie patrząc na zarobki, dochody, na czas wolny, często z poświęceniem życia rodzinnego, to po prostu coś niesamowitego. Jestem bardzo szczęśliwy, że trafiłem na taka grupę osób, która jest w stanie podjąć się tego zadania i wykonywać go najlepiej, jak potrafią. Jestem bardzo wdzięczny, że los obdarzył mnie taką grupą pracowników, którzy są w stanie podołać temu ciężkiemu zadaniu. Zadaniu, z którym inspekcja sanitarna nie mierzyła się w swojej bardzo długiej historii. Coś takiego mieliśmy przed wojną, gdy była grypa hiszpanka czy przeróżne zakażenia pokarmowe w okresie około wojennym. Od wojny nie było takiej skali działań inspekcji sanitarnej, dotykającej całego kraju i świata – mam nadzieję, że więcej już nie będzie.
– Dziękuję za rozmowę.