Czasem władze miasta z pełnym przekonaniem realizują projekty, które na papierze wyglądają świetnie. Jednak rzeczywistość potrafi być brutalna, a przykład alei „Przyjaciół Ostródy” jest tego doskonałym dowodem. Mimo że miała promować miasto, szybko zaczęła budzić śmiech, konsternację i… cmentarne skojarzenia.
Chodnik czy cmentarz?
Pomysł uhonorowania „przyjaciół” miasta za pomocą płyt w chodniku nad Jeziorem Drwęckim był chybiony. Tablice przypominały nagrobki – co gorsza, żyjących ludzi. Mieszkańcy pytali, za co te osoby zasłużyły na takie wyróżnienie, bo ich związki z Ostródą były… delikatnie mówiąc, mało wyraźne.
Dobrze, że płyty w końcu usunięto. Kiedy to zapowiedziano, obyło się bez kontrowersji. Od początku ostródzianie byli przeciwni temu pomysłowi, a media społecznościowe wrzały – cmentarna estetyka nie pasuje do miejskiej promenady. Cała koncepcja, zamiast promować miasto, w opinii wielu, służyła raczej leczeniu kompleksów poprzednich władz.
Co się stanie z tymi płytami? Jak nas poinformował miesiąc temu Artur Munje, kierownik Referatu Komunikacji Miejskiej i Promocji. Aleja w obecnym kształcie przestanie funkcjonować. Zarówno tablice Majki Jeżowskiej, jak i Czerwonych Gitar zostaną przekazane Centrum Kultury w Ostródzie celem ich ekspozycji, tablica Dariusza Dziekanowskiego zostanie przekazana do OCSiR w tym samym celu.
Odnowa
Czy ktoś będzie tęsknił za tym „eksperymentem”? Raczej tylko ci, którzy w niego wierzyli. Ostróda odetchnęła z ulgą i dobrze, że w tym miejscu nastąpiła odnowa.



O planach demontażu instalacji pisaliśmy: To była krótka przyjaźń. 'Nagrobki’ przyjaciół Ostródy znikną z chodnika