Nasz Głos Ostróda

Piszemy o tym, co nas boli, co nas cieszy. O tym, co dla nas, mieszkańców Ostródy i okolic, jest ważne, o tym co nas interesuje.

Ludzie

TO NAPRAWDĘ NIE JEST ŁATWE – ROZMOWA Z JACKIEM DUDZINEM, P.O. PREZESA ZARZĄDU SZPITALA S.A. W OSTRÓDZIE

Od trzech tygodni ostródzki szpital ma nowego prezesa. Dotychczasowego Janusza Bonieckiego zastąpił na tym stanowisku Jacek Dudzin – przedsiębiorca, przewodniczący Rady Miasta Ostróda. Na razie jest tylko pełniącym obowiązki prezesa, ale nie ukrywa, że chciałby zostać prezesem na stałe. Pierwszą decyzją jaką podjął było odmalowanie gabinetu.
Nasz Głos – Spodziewał się Pan powołania na to stanowisko? Zarządzanie szpitalem to nie łatwa sprawa.

Jacek Dudzin – Po tych pierwszych dniach zarządzania przekonałem się, że na prawdę to nie jest łatwe. Ale cóż, przede mną kolejne w życiu wyzwanie. To jest instytucja bardzo dynamiczna, tu bardzo dużo się dzieje. Co róż jakieś zmiany przepisów.

– Szpital to raczej nie jest instytucja dochodowa?

– Patrząc generalnie na funkcjonowanie szpitali w kraju, to rzeczywiście nie jest to dochodowe. Ale są szpitale, które są na tak zwanym plusie. To kwestie organizacyjne. Trzeba to wdrożyć w Ostródzie.

– Jest Pan na razie pełniącym obowiązki prezesa spółki. Czy myśli Pan o dłuższym pobycie w gabinecie prezesa?

– Jeśli padną takie propozycje to rozważę. Będzie konkurs, wystartuję i zobaczymy. Jeśli rada nadzorcza szpitala podejmie decyzję o ewentualnym moim wyborze, to myślę, że tak. Maksymalnie mogę tę tymczasową funkcję pełnić przez 3 miesiące. Później się okaże. Na razie nie myślę o ruchach kadrowych, ale trzeba trochę pozmieniać. Widzę problemy szpitala. Niektóre z nich już zostały rozwiązane.

– No to teraz pytania konkretne. Gdzie bardzo potrzebne dla Ostródy lądowisko dla śmigłowca?

– Koncepcji z tego co wiem było wiele. Na przykład na dachu szpitala. Niestety trzeba wziąć pod uwagę utrzymanie go. To nie jest tania sprawa. Mam wątpliwości, czy nas na takie rozwiązanie stać. Była też koncepcja, żeby lądowisko było koło Areny. Mam jednak wrażenie, że lądowisko dla śmigłowca to temat generujący gigantyczne koszty. Jest oczywiście działka koło szpitala, ale ona zostanie sprzedana i pieniądze pójdą na działalność spółki.

– Jaka jest obecnie sytuacja z personelem szpitala?

– Największy problem był z kadrą oddziału pediatrycznego, ale ta sytuacja została rozwiązana. Docelowo będziemy musieli jeszcze zatrudnić jednego pediatrę. Na razie mamy panią doktor, która pełni obowiązki ordynatora. W styczniu przyjdzie do nas an, który tę funkcję przejmie.

– Czy nie boicie się, że dotacja z Narodowego Funduszu Zdrowia będzie mniejsza?

– To są negocjacje, mamy nadzieję, że kontrakt zostanie przynajmniej na tym samym poziomie.

– Jakieś plany na przyszłość?

Budynek rehabilitacji za oddziałem zakaźnym. Myślę, że do końca roku zostanie oddany do użytku.

– Łączy Pan kilka funkcji. Nie komplikuje to Panu pracy? Zarządzanie szpitalem to poważne zadanie.

– Nie ukrywam – jest ciężko. Przed chwilą byłem w urzędzie, gdzie musiałem podpisać kilka pism. Teraz tu w szpitalu, trochę w firmie. Na razie daję radę, ale powtarzam, jest ciężko.

– A jak nie będzie już ewentualnie formułki „pełniący obowiązki”, zrezygnuje Pan z czegoś?

– Nie myślę jeszcze w takich kategoriach. Najpierw muszą paść jakieś propozycje, jakieś rozmowy. Jeśli będą, to wtedy się będę zastanawiał. Jest to wyzwanie ciekawe, ale ja nie boję się wyzwań.

– A decyzja o odmalowaniu gabinetu to …?

– Było pełno dziur po dyplomach byłego prezesa. Trzeba było to zakleić i odmalować. Firanki też wypraliśmy.

– Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Marek Giniewicz

*Rozmowa ukazała się w papierowym wydaniu Naszego Głosu z dnia 22 listopada