Klub Żeglarski Ostróda podsumowuje tegoroczny sezon. Jego członkowie nie mówią już o kryzysie a o powolnym umieraniu. Rozwój żeglarstwa w naszym mieście zszedł na dalszy plan. Jest tak źle, że klub sprzedał swoje jachty. Nikt już nie żegluje. Wszyscy wybierają pływanie na silniku.
Klub Żeglarski Ostróda podsumowuje sezon. Tradycja pływania umiera
Klub Żeglarski Ostróda podsumowuje sezon. Delikatnie mówiąc, nie był on imponujący. Czy żeglarstwo w Ostródzie umiera? To niestety przykry fakt. Można w naszym mieście robić kongres turystyczny na skalę województwa, ale to tylko pudrowanie całej sytuacji.
Prawie żadnych czarterów, nikłe zainteresowanie kajakami i rowerami wodnymi, tak pokrótce wyglądał ten sezon dla Klubu Żeglarskiego Ostróda. Choć zacumowanych jednostek jest sporo, to jednak tylko pozory. Większość z nich na jezioro wypłynęła tylko kilka razy i to wyłącznie na silniku.
Prawdziwe żeglarstwo umiera — mówi Krzysztof Kurowski, kierownik klubu. – Ludzie zrobili się bardzo wygodni. Na sto jednostek, dziewięćdziesiąt pięć przypływa na silniku. Niektórzy by chcieli, żeby do kajaka zamontować silnik. Młodzieży, praktycznie tu nie widzimy. To jest bardzo smutne. Jachty u nas cumują oczywiście, ale bardziej, żeby zrobić sobie fotkę i wrzucić do internetu.
Klub sprzedał swoje jachty, bo nikt nie chciał ich czarterować. Do kupienia będą też kajaki i rowery wodne. Jest jednak pomysł, żeby temu zaradzić. Władze Klubu Żeglarskiego Ostróda chcą, aby w mieście powstała szkółka żeglarska. Trwają na ten temat rozmowy z władzami miasta.


